Pensjonariusze

– Ludzie starzy często żyją gorzej niż bydło w oborze. Mamy w naszym domu staruszków, których zabieraliśmy w zimie z leśnych szałasów… Przywiozłem kiedyś do nas kobietę z długimi, czarnymi włosami. Jak opiekunki wsadziły ją do wanny, okazało się, że kobieta jest siwa i potwornie zawszona. I to dzieje się w XXI wieku – opowiada Mariusz Pocałujko.

– W tej chwili mamy 40 podopiecznych i więcej osób przyjąć nie możemy. Często dzwonią, a nawet przyjeżdżają tu ludzie, prosząc o opiekę. Musimy odmawiać… Jesteśmy najtańszym domem seniora w województwie śląskim… – konkretyzuje prezes.

Dwu- i trzyosobowe pokoje z łazienkami. Przytulna jadalnia i kilka kącików, gdzie pensjonariusze przesiadują na pogaduszkach. Trudno nie wyczuć tu rodzinnej, swojskiej atmosfery. Kucharka właśnie woła na obiad, pospieszne szuranie butów, gwar nawoływań i przekomarzań. Twarze znaczone upływem czasu i niełatwym życiem. Są wśród nich osoby po wyższych studiach, emerytowana księgowa Urzędu Miasta Częstochowy i rolnicy z krusowską emeryturą, pełny przekrój społeczny. Każdy ma swoją historię…

– Mam w tym domu kogoś bliskiego. Zanim zdecydowaliśmy się wybrać właśnie ten, odwiedziliśmy wiele placówek tego rodzaju. Polecam ten dom jako wzorcowy. Życzę załodze dużo zdrowia i realizacji wszystkich planów. Niech Was Bóg prowadzi – Anna.
Dzieci dobre, dzieci złe

To jest trochę tak: jeżeli kochałeś ludzi, to ta miłość wraca. Czasem nie tak, jak oczekujemy, ale wraca. Jeżeli byłeś oschły, wymagający, surowy – zbierasz, co zasiałeś. Do niektórych podopiecznych dzieci, wnuki przyjeżdżają regularnie. Zdarza się, że wynajmują latem pokój w domu, żeby trochę pobyć razem z mamą. Ale bywa i tak, że latami nikt się nie pojawia. Ostatnio przyjechał z wizytą syn jednego z podopiecznych. Z Krakowa się tłukł, a wizyta trwała raptem 5 minut – ojciec wyrzucił syna za drzwi. Nie było sposobu, by namówić go na rozmowę. Syna nie przekonał też argument, że ojciec cierpi na Alzheimera. Bywa, że górę biorą jakieś stare zaszłości, gniewy, złości sprzed iluś tam lat. – Przyjeżdża córka i od progu narzeka, pozuje na opiekuńczą córeczkę – mówi prezes. – A ja pamiętam, z jakiego brudu, zimna i opuszczenia zabierałem jej matkę. Bywa więc i tak, że dzieci leczą u nas kompleksy, wyrzuty sumienia…

Chociaż… nie ma reguł. Czasem matka czwórkę dzieci wychowała, wykształciła, wnuki wybawiła, a jak przestała gotować, prać, chodzić na zakupy, jak jej nogi i ręce odmówiły posłuszeństwa, szybko oddaje się ją do domu seniora. Takie dzieci nie przychodzą, nawet na święta nie zabierają…

– Mamy też romantyczne historie. U nas poznali się, pokochali i pobrali – pan Teofil i pani Wandzia, która mieszka tutaj ze swoim synem, 40-latkiem z lekkim stopniem upośledzenia. Był ślub kościelny i weselisko, na którym bawił się cały dom… Jak powiedział ktoś z naszych przyjaciół: Starość to nie koniec świata…

– Byłem ostatnio u cioci. Czysto, miło i widać, że starsi znaleźli swój drugi dom. Opiekunowie serdeczni. Zawsze pogodni i z wielką miłością, i wyrozumiałością podchodzą do starszych. Bóg zapłać – Krzyś.

Strony: 1 2 3