Rusza emerytalna batalia
Emerytura, ZUSW Irlandii się udało
O tym, że kompromis przynosi rezultaty, przekonała się Irlandia. W 1987 r. związkowcy podpisali tam z rządem wielki pakt społeczny. W Irlandii były wówczas olbrzymie emerytalne przywileje i - jak dziś w Polsce - wielka emigracja zarobkowa.
Związki zgodziły się na kilkuletnie zastopowanie wzrostu płac w zamian za wzrost inwestycji i zwiększenie zatrudnienia. Cięto koszty. Ograniczono z 53 do 33 proc. udział wydatków publicznych w PKB.
Wprowadzono podatek dochodowy dla rolników (w Polsce od lat to się nie udaje). Irlandczycy wyszli z założenia, że transferowanie dochodów z bardziej rentownych dziedzin do słabiej zyskownych ogranicza możliwość rozwoju całego państwa. Skończyły się więc olbrzymie transfery do rolnictwa, stawiano na farmaceutykę, nowoczesne technologie (w Polsce co roku tylko do rolnictwa i górnictwa transferujemy 25 mld zł).
Jeśli irlandzki model przez bunt związkowców się nie uda, konieczna będzie zmiana taktyki. Choćby na brutalny wariant a la Margaret Thatcher. Zanim Thatcher doszła do władzy, bez udziału związków w żadnym zakładzie nic nie można było zrobić - nawet przyjąć ludzi. Na żadne ustępstwa związki nie chciały się godzić. Thatcher postanowiła to zmienić. Rozpoczęła kampanię, która miała zjednać jej społeczeństwo. Powiedziała Brytyjczykom wprost, że za przywileje nielicznych płacą wszyscy - choćby większymi o kilkanaście procent cenami biletów w transporcie publicznym.
Nikt w rządzie PO-PSL publicznie nigdy na razie nie powiedział, że emerytury jednej grupy (np. górników czy kolejarzy) kosztują wszystkich Polaków miliardy złotych.
Jeżeli jednak związkowcy na wszystkie propozycje reformy powiedzą “nie”, ktoś to w końcu będzie musiał zrobić. Konieczna będzie rządowa kampania społeczna uświadamiająca, ile przywileje kosztują każdego z nas. O tym, że taka kampania jest potrzebna i ma szansę powodzenia, przekonują badania PKPP Lewiatan. 70 proc. Polaków na pytanie, czy jesteś za utrzymaniem wcześniejszych emerytur, odpowiedziało “tak”. Jednak na pytanie, czy zgadzasz się, aby z twoich podatków szło na ten cel blisko 3 tys. zł rocznie (taka średnio kwota wypada dziś na jednego Polaka), odsetek pozytywnych odpowiedzi był dwukrotnie mniejszy.
Leszek Kostrzewski
Źródło: Gazeta Wyborcza
