Helena (79)

Codziennie przed południem idzie do kolektury wysłać totolotka. Wraca do domu i czeka na losowanie o 22. Myśli pani, Ĺźe nie mam z kim czekać na losowanie? Czekam z ‘Mariną’, ‘Modą na sukces’, ‘Klanem’, ‘Plebanią’, ‘Wiadomościami’, ‘M jak miłość’, ‘Na WspĂłlnej’. Nie lubię siedzieć na ławce w parku, z babami plotkować pod blokiem. Nigdy nie lubiłam. Co rusz ktoś woła. Jak juĹź nie mogę się wykręcić, przysiądę na chwilę. Opowiadają o chorobach, nieszczęściach, posłucham trochę, to Ĺźyć się odechciewa. Wolę patrzeć na wrĂłble na parapecie. Nasypię ryĹźu, to zleci się stado.

Koleżance mówię, że jadę na święta na wieś. Nie jadę, nie chcę, żeby przyszła, trzeszczy bez przerwy, od tego gadania głowa boli. Nie lubię dzwonić. Do Gosi, odkąd wyjechała dziewięć lat temu, zadzwoniłam ze cztery razy. Nie potrzebuję rozmowy, tylko żeby był ktoś obok. Kiedy Gosia ze mną mieszkała przez kilka dni, mogłyśmy zamienić tylko kilka zdań: że dobry obiad, że wróci późno, żebym ją obudziła. Nie przytulałam się od 27 lat. Mam problem z okazywaniem uczuć. Nie uściskam, nie pocałuję na przywitanie. Ktoś zrobi pierwszy krok, to nadstawię policzek.

Skąd ten pancerz? Może najpierw opowiem o momencie, który zdecydował o tym, że jestem sama. Dokładnie go pamiętam. To będzie dobre wprowadzenie, żeby tę powściągliwość zrozumieć.

To było 2 paĹşdziernika 1981 roku. Mam pamięć do liczb – 50 lat byłam księgową. Mietek siedział na łóżku. Przeniosłam go z naszego pokoju do tego od ulicy. Tu zawsze jest ciemno, co potęgowało ogĂłlne przygnębienie. Miał raka płuc, całe Ĺźycie palił duĹźo, to były jego ostatnie tygodnie. Coś przegryzłam, bo z sił nie mogłam opaść. ‘Jak ty moĹźesz paść się, kiedy ja umieram?!’ – wykrzyknął. I wtedy przysięgłam sobie, Ĺźe z nikim juĹź się nie zwiążę. Był zazdrosny o to, Ĺźe jem, Ĺźe śpię, Ĺźe wychodzę z domu. Co kilka minut wołał: poduszkę popraw, daj pić, otwĂłrz okno, zamknij okno. Nie widział, gdzie jestem, to zaraz: „No co ty tam robisz?!”. Kiedy umarł, waĹźyłam 48 kilo. Policzki wyglądały tak, jakby porĂłsł je żółtawo-zielony meszek.

Moja mama nie chciała, Ĺźebym wychodziła za niego za mąż. ‘Lubi wypić, przemądrzały, na zabawie stawał do bicia’ – ostrzegała. Ale ja byłam ogromnie w nim zakochana. Uparłam się. On jest przystojny, elegancki, nie będę wstydziła się z nim pokazywać. Mietek bardzo lubił się stroić. Kiedy poznaliśmy się w 1948, modne były bujne fryzury. Swoje włosy miał proste, więc zrobił trwałą. Kiedyś przyłapałam go, jak podmalowywał oczy. Najpierw kredkę chował po szufladach, potem uĹźywał mojej. Narzekał na mnie, Ĺźe nie przywiązuję do ubierania się zbyt duĹźej wagi. ‘Helka! Gdybym ja był babą, to dopiero by było!’ – powtarzał. „Nawet się nie poskarĹźy…” – mama mĂłwiła o mnie do mojej bratowej. Miała Ĺźal, Ĺźe się nie zwierzam. To był mĂłj mąż, ja z nim Ĺźyłam, nie mama. Poza tym głupio byłoby się skarĹźyć po tym, jak się jej nie posłuchałam.

Nie skarĹźyłam się, kiedy nie starczało na opłaty, bo lubił się bawić. Kiedy podchodził wypity do cudzego stolika, odsuwał szklanki – wszystkie stoliki były zajęte – i stawiał swoje. „Wiecie, kim ja jestem? Jestem pan Mieczysław…” – i tu nazwisko. Myślałam wtedy, Ĺźe się ze wstydu spalę, szłam i przepraszałam za niego. Specjalnie potłukłam gąsior do robienia wina, nigdy się nie dostało, bo wcześniej wypił. Nie mogłam uśmiechnąć się, broń BoĹźe zatańczyć, bo we wszystkich mężczyznach widział kochankĂłw. Raz tak przewiĂłzł mnie na motorze, Ĺźe myślałam, Ĺźe nas zabije. Uciekłam do słuĹźbowego mieszkania. Bracia przyjechali mnie pilnować. Prokurator zabronił mu zbliĹźania się do mnie, to krzyczał pod oknem, Ĺźebym wrĂłciła, Ĺźe się zmieni, Ĺźe jak nie wrĂłcę, to się zabije. Wracałam. Później, kiedy groził, Ĺźe się powiesi, mĂłwiłam: ‘Masz, przyszykowałam dla ciebie sznur’, i wie pani, Ĺźe juĹź przestał straszyć. MĂłwili: Mietek to, Mietek tamto. Nikomu nie pozwoliłam go krytykować. Tylko ja mogłam.

Ale kiedy umarł, poczułam ulgę. Jeszcze rok nie minął, a mężczyĹşni juĹź podgadywali. Zaczepiali nawet na cmentarzu, kiedy jeĹşdziłam podlać kwiaty, ktĂłrych mnĂłstwo posadziłam na grobie. Kuzyn bawił się w swata i co rusz przyprowadzał jakiegoś wdowca. W tym wieku – po pięćdziesiątce – kobieta moĹźe nareszcie robić, co chce, i nikt złego słowa nie powie. Ja chciałam mieć chłopa, ale tylko na dochodne. Osiem lat przychodził Heniek. Raz-dwa robiliśmy, co trzeba. Tak się umĂłwiliśmy, Ĺźe tylko łóżko, bez wtrącania się w Ĺźycie. Pozwalałam mu dotykać się. Ale nie chciałam dotykać jego. Po zawsze myślałam, Ĺźeby juĹź poszedł. Lubiłam przytulać się tylko do Mietka. Kładliśmy się na boku, moja głowa pod jego brodą. Jedną rękę miałam przyciśniętą do piersi, drugą go obejmowałam. Nogę wsuwałam między jego kolana. On głaskał mnie po plecach, bawił się włosami. Bardzo za tym tęskniłam. Kiedy było mi Ĺşle, kładłam się, zamykałam oczy i wyobraĹźałam sobie, Ĺźe leĹźymy razem. Temperament mi się uspokoił. Heniek znalazł kobietę, ktĂłra zechciała go na stałe.

Umarła mama, ja po śmierci Mietka wzięłam ją do siebie i teraz znĂłw byłam sama. Powiedziałam bratowej, Ĺźeby najmłodszą cĂłrkę dała mi na wychowanie. ‘U mnie będzie jej dobrze, nie zabraknie niczego. Tobie i tak zostanie pięcioro’. Ona: ‘Chłopcy pĂłjdą do średniej szkoły, zamiast w internacie mogliby być u ciebie’. I tak: Jurek do zawodĂłwki, Andrzej do technikum, w końcu Gosia do liceum, a potem jeszcze do pracy. Uzbierało się tego 15 lat, dobrze się złoĹźyło, Ĺźe jak jedno kończyło szkołę, drugie zaczynało. Chcieliśmy z Mietkiem mieć dzieci. Staraliśmy się, staraliśmy i nic. Przebadałam się, wyszło, Ĺźe ja mogę, wyglądało więc, Ĺźe to wina Mietka, ale on nie chciał słyszeć o lekarzu. Mogliśmy wziąć jakieś z domu dziecka. Ale wiesz, na kogo trafisz? Poza tym Mietek o tym teĹź nie chciał słyszeć.

Do Gosi przywiązałam się bardzo. Myślałam, Ĺźe będzie jak ja. Załatwiłam jej pracę w fabryce; planowałam, Ĺźe skończy zaocznie studia – ja zrobiłam na SGPiS-ie – i zostanie główną księgową. Wyremontowałam mieszkanie, trzy pokoje z kuchnią, wszystko nowe: meble, okna, podłogi, glazury. Wyjdzie za mąż, wtedy pomogę przy dzieciach. Jedna z pracownic wybierała się na emeryturę, postarałam się, Ĺźeby po niej dostała stanowisko. A Gośka złoĹźyła wymĂłwienie i ode mnie uciekła. Księgowości wcale nie lubi. Czuje, Ĺźe jak przyjmie ten awans, to utknie juĹź na amen. Jest młoda – 22 lata – chce sprĂłbować czegoś innego, jeszcze poĹźyć, świata zobaczyć, tak mi powiedziała.

Byłam zła, Ĺźe taka niewdzięczna! Ale chciałam ją zatrzymać. ‘Kupię ci kawalerkę po babci’ – mĂłwiłam, bo taką starszą panią się opiekowałam w klatce obok. ‘Przeniosę się, a ty będziesz tu miała swobodę. Działka, garaĹź, samochĂłd – to teĹź będzie twoje’ – wymieniałam. Niczego nie chciała. Spakowała się w jedną walizkę. Poszłam z nią na dworzec, wrĂłciłam do domu i rozpłakałam się – teraz naprawdę jestem sama.

Strony: 1 2 3 4 5 6 7