Serca mamy młode

Walentynki. Ze względu na wiek nie obchodziłam tego święta. Mojej miłości też już nie ma. Dla wielu młodych osób byłoby zapewne śmiesznym - seniorka i święto zakochanych. Ale my, seniorzy, jesteśmy tylko starsi metrykalnie, bo serca wciąż mamy młode, czułe i wrażliwe. Nie szukam miłości, ale jak stanie na mojej drodze to to nie wiem, co się wtedy stanie.

Narzeczony i mezalians

Przed wojną chodziła na lody do kawiarenki na 3 Maja w Pułtusku, w którym mieszkała. Zawsze z jakimś chłopcem, który ją poderwał albo którego ona poderwała - a podrywać umiała bardzo dobrze. Zawsze wolała towarzystwo chłopców. Z chłopcami można było popsocić, pochodzić po drzewach, a z dziewczynkami to najwyżej poszydełkować. W tamtym przedwojennym świecie dziewczęta i chłopcy uczyli się osobno - ona w gimnazjum imienia Klaudyny Potockiej, a chłopcy u Piotra Skargi. Szła z chłopakiem do tej kawiarenki na 3 Maja i zawsze siadała przy oknie. Popatrywała, czy może jeszcze jakiś przystojniejszy nie idzie (gdyby to dziś napisała w swoim blogu, zapewne dodałaby internetowy uśmieszek). Z jednym szczególnie się polubiła. Kiedy mogła, leciała z nim popływać na kajakach. W parku w Pułtusku było oczko wodne z białym brzozowym mostkiem i dwoma łabędziami. Przychodziła tam na randki ze swoim chłopcem, który śpiewał i grał na mandolinie. Miała wyjść za tego, którego kochała - ale pochodziła ze szlacheckiej rodziny i ślub z wybrankiem jej serca byłby mezaliansem. Rodzice wskazali innego kandydata. Skończyły się młodzieńcze uniesienia - wyszła za mąż, a niedługo po jej 18. urodzinach wybuchła II wojna światowa.

Miłość trzeciego wieku

Czy w tym wieku może przytrafić się jeszcze to wspaniałe uczucie? Nie wiem. Może osoby, które przeczytają ten post, mogą coś dopisać od siebie. Czym się różni młodzieńcza miłość od miłości trzeciego wieku?

Życie było już inne

Niemcy zamknęli świeżo poślubionego męża w obozie koncentracyjnym. Kiedy zbliżało się wyzwolenie i nad domem przetaczał się front, teściowa akurat piekła chleb. Wszyscy ukryli się w oborze - była z kamienia i wydawała się bezpieczna. Ale trzeba było coś jeść - a w domu został piekący się chleb. Babcia Halna chwyciła worek i pobiegła do domu. Wokół paliły się czołgi, nacierali Rosjanie w białych walonkach. Wygarnęła chleb do worka, ciągnęła go jeszcze przez podwórko, gdy do domu przez okno wpadł pocisk, trafił w piec i doszczętnie go rozniósł. Babcia Halna wczołgała się do obory, ale tylko na krótko oszukała przeznaczenie. Spadł drugi pocisk. Prosto w oborę. Konie rozszarpało na kawałki. Halną przywalił mur. Leżała pod cegłami i strzępami końskiego mięsa. Rodzina myślała, że już nie żyje. Wyciągnęli bezwładne ciało na podwórko. Zimne powietrze ocuciło Halną. Wróciła do życia, ale życie po wojnie nie było już takie samo.

Trzy krańce kraju

Było nas trzy siostry. Ogromne zniszczenia powojenne zmusiły nas do wyjazdu w poszukiwaniu pracy i dachu nad głową. Zamieszkałyśmy na trzech krańcach kraju. Ale tradycja nadal była podtrzymywana. Były telegramy, listy, kartki własnoręcznie zdobione przez dzieci. Dzisiaj ludzie rozpraszają się nie po kraju, ale po świecie za poszukiwaniem lepszego życia. Są jednak telefony, internet. Możemy rozmawiać i widzieć się. Trzeba tylko chcieć.

Wyobcowana klasowo

Po wojnie wędrowała z mężem, poszukując swojego nowego miejsca: wieś Cieńsza, ziemie zachodnie, Prabuty, Iława, aż wreszcie wrócili do rodzinnego Pułtuska. Tymczasem Polskę posiadła nowa władza i wdarła się na salony: do jej domu dokwaterowano czterech milicjantów. Pomocy musiała szukać u sekretarza partii, który jej wypomniał, że się wyobcowała klasowo. Dziwnie to brzmiało, zważywszy na to, że babcia Halna za swój dom z milicjantami sama zapłaciła, a sekretarz swoje mieszkanie dostał za darmo. Nie było rady - w PRL-u babcia Halna należała do 14 organizacji i skończyła szkołę rolniczą, żeby zachować gospodarstwo. W powojennym życiu była jednak głównie księgową, od banku do domu kultury. Pracowała jeszcze przez 13 lat na emeryturze.

Czasami myśli, że ktoś jej podrobił dokumenty. Nie może uwierzyć, że ma już 86 lat.

Wciągają te blogi

Jestem już, jestem! Strasznie wciągają te blogi. Trudno mi się teraz oderwać od komputera. Muszę sobie na nowo ustawić dzień.

Marzenia

Babcia Halna modli się o 21.30. Denerwuje się, kiedy nadchodzi ta pora, a ktoś przedłuża rozmowę przez telefon. Godzina jest ważna, bo o tej porze zaczynają się modlić ludzie na całym świecie. Poznali się przez internet. Modlą się za cierpiących na nowotwory. Babcia Halna wie o nowotworach aż za dużo. Matka i mąż zmarli na raka. Teraz Halna modli się za matkę jednego z internautów, z którym mejluje. Syn chorej ma 51 lat, mieszka w Legnicy i nigdy jeszcze nie był w Warszawie. Na Dzień Kobiet wysłał babci Halnej wirtualną kartkę z życzeniami dla ‘Jedynej mojej warszawianki’. Być może dzięki niej spełni się jego marzenie - przynajmniej to, żeby zobaczył Warszawę.

Póki nie odmówi ciało

Najlepsze życzenia to marzeń spełnienia, bo cóż piękniejszego niż własne marzenia ? Wiek emerytalny po to jest nam dany, by realizować niespełnione plany. Więc nie ma co patrzeć na swą kartę zdrowia, tylko łykać życie i się delektować. Brać wszystko, co jeszcze do wzięcia zostało, póki posłuszeństwa nie odmówi ciało. Cieszmy się każdym dniem.

Zatrzymać czas

Dziś babcia Halna robi pewną rzecz pierwszy raz w życiu. Ja siadam przy stole i staram się ładnie wyglądać. Babcia Halna otwiera kolorowe pudełko ze swoim nowym sprzętem. Ja staram się ciągle ładnie wyglądać, a babcia celuje, oddala się i zbliża, chwilę szuka właściwego przycisku.I wreszcie w wieku 86 lat robi zdjęcie aparatem cyfrowym. Zatrzymuje czas.

Zajrzyj na bloga Babci Halnej

Piotr Lipiński
Źródło: wysokie Obcasy

Strony: 1 2 3