Zmaleją pensje i emerytury, wzrosną składki do ZUS
Emerytura, PracaWięcej od samozatrudnionych
Na podwyżce składki zdrowotnej straci też prawie 1,8 mln osób opłacających ją do ZUS z tytułu prowadzenia pozarolniczej działalności gospodarczej.
Obecnie osoby takie opłacają składkę zdrowotną w wysokości 9 proc. od podstawy jej naliczania. Podstawą tą jest dla nich 75 proc. przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw włącznie z wypłatami z zysku w poprzednim kwartale. Obecnie wynosi ona 2287,40 zł. Za czerwiec, lipiec i sierpień tego roku osoby prowadzące firmy wpłacają więc do ZUS z tytułu składki zdrowotnej 205,87 zł miesięcznie. Łącznie ich obciążenie z tytułu składek na ubezpieczania społeczne (łącznie z opłacaną dobrowolnie składką chorobą), składki zdrowotnej oraz na Fundusz Pracy wynosi obecnie 782,73 zł miesięcznie.
Po podwyżce od stycznia 2010 r. składki zdrowotnej do wysokości 10 proc. osoby prowadzące firmy będą wpłacać do ZUS więcej. Wysokość miesięcznej składki wzrośnie (na warunki dzisiejsze) o 22,87 zł. Rocznie więc osoby takie będą musiały wpłacać do ZUS prawie 275 zł więcej.
Niższe emerytury i renty
Na podwyżce składki zdrowotnej stracą też osoby otrzymujące emerytury, renty, zasiłki i świadczenia przedemerytalne. W sumie prawie 10 mln osób, otrzymujących je z ZUS, KRUS oraz systemów emerytalno-rentowych tzw. służb mundurowych.
Jak szacujemy, przeciętna emerytura wypłacana przez ZUS - obecnie wynosi prawie 1500 zł, a po waloryzacji w 2009 roku wrośnie do kwoty około 1590 zł - zmaleje w styczniu 2010 r. (uwzględniając obniżenie zaliczki na podatek) o prawie 16 zł netto. W grudniu 2009 r. emeryt otrzyma 1330,2 zł, a w styczniu 2010 r. 1314,4 zł. Podobnie będzie z pozostałymi świadczeniami.
Każde 1000 zł brutto świadczenia wypłacanego m.in. z ZUS czy KRUS - po podwyżce składki zdrowotnej - będzie oznaczać dla świadczeniobiorcy ubytek wynoszący 10 zł netto.
OPINIE
Czy rząd powinien podnosić składkę zdrowotną
WOJCIECH MISIŃSKI
ekspert Centrum im. Adama Smitha
NIE. Ten wzrost nie powinien odbywać się kosztem indywidualnych dochodów. Prywatne wydatki na ochronę zdrowia już są wysokie, bo stanowią około 30-31 proc. Dlatego ewentualny wzrost składki powinien wiązać się z podwyższeniem progu, od jakiego można ją odliczyć od podatku. Zwiększenie składki nie musi też oznaczać poprawy jakości świadczeń zdrowotnych. W ciągu ostatnich lat składka rosła o 0,25 pkt proc. i w żaden sposób nie poprawiło to dostępu do świadczeń. Trzeba też pamiętać, że wzrost składki przełoży się na obniżenie płac i świadczeń wypłacanych przez ZUS. Zwiększy też obciążenia prowadzących firmy. W obecnej sytuacji i biorąc pod uwagę wcześniejsze zapowiedzi rządu o obniżaniu podatków nie można podwyższać kosztów pracy. A to właśnie oznacza podniesienie składki.
PROF. CEZARY WŁODARCZYK
Instytut Zdrowia Publicznego UJ w Krakowie
TAK. Dopóki systemowi ochrony zdrowia potrzebne są publiczne pieniądze na sfinansowanie jego działania, tak długo, niestety obywatele musza liczyć się z tym, że składka zdrowotna może rosnąć. Musimy też pamiętać, że we wszystkich statystykach krajów UE czy OECD Polska jest krajem, który przeznacza najmniej (obok Rumunii i Bułgarii) na ochronę zdrowia. Dlatego bez dodatkowych środków publicznych, a które niestety są pozyskiwane od podatników i osób pracujących, nie uda się podnieść tego poziomu. Nie ma w zasadzie znaczenia, czy zostanie podwyższony poziom odliczenia składki zdrowotnej od podatku, bo w ostatecznym rozrachunku tak czy inaczej zapłacą za to podatnicy.
Autorzy: Bartosz Marczuk, notowała Dominika Sikora
Źródło: Gazeta Prawna
