ZUS przyznał rekordową liczbę emerytur
EmeryturaWyższe składki do ZUS
- Emerytur nie wypłaca żadne anonimowe państwo, ale finansują je osoby pracujące - mówi prof. Marek Góra, współtwórca reformy emerytalnej.
Tłumaczy, że masowe odchodzenie z rynku pracy stosunkowo młodych osób oznacza konieczność ogromnych dopłat z budżetu do ZUS (w tym roku dotacja wyniesie prawie 35 mld zł), a w przyszłości konieczność podwyższenia składek na emeryturę. Z prognozy Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (administruje nim ZUS) wynika, że największy deficyt będzie miał bowiem fundusz wypłacający emerytury. W ciągu najbliższych pięciu lat wyniesie minimum 157,6 mld zł, w wariancie pośrednim 180,55 mld zł, a maksymalnie aż 226,36 mld zł.
- Zła sytuacja tego funduszu to efekt wielu czynników, choć na większość z nich miała i ma wpływ polityka rządów - wskazuje Jan Rutkowski.
Jego zdaniem trudno się spodziewać, by zmieniła się coraz gorsza sytuacja demograficzna Polski, ale rządy mogą podejmować działania zmierzające do wydłużania aktywności zawodowej Polaków.
- Nie może być tak, że żyjemy coraz dłużej, a pracujemy coraz krócej - mówi Jan Rutkowski.
Rząd zdaje sobie z tego sprawę i dlatego do konsultacji społecznych trafił projekt ustawy o emeryturach pomostowych. Zakłada on, że prawo do świadczeń z tytułu wykonywania pracy w tzw. szkodliwych warunkach będzie miało około 150 tys. osób spośród około 1,1 mln obecnie uprawnionych.
- Wypłata wszystkich wcześniejszych emerytur łącznie z zasiłkami i świadczeniami przedemerytalnymi kosztuje rocznie około 20 mld zł - mówi Agnieszka Chłoń-Domińczak, wiceminister pracy i polityki społecznej.
Problem polega na tym, że na propozycje rządu nie godzą się związki zawodowe. Chcą wydłużania w nieokreśloną przyszłość obowiązujących obecnie przywilejów. Eksperci wskazują jednak, że taka decyzja byłaby obietnicą bez pokrycia.
- Następne rządy musiałyby odbierać przyznane przywileje albo, co mało realne i szkodliwe dla gospodarki, podwyższać składki ZUS - tłumaczy prof. Marek Góra.
