Idźcie na całość
EmeryturaReformujcie system emerytalny, gdyż któregoś dnia jakiś polityk oznajmi wam, że kraj ma problemy i już nie obchodzi go zapisany kapitał początkowy – radzi w rozmowie z Adamem Mielczarkiem twórca systemu ubezpieczeń w Chile, Jose Pinera.
Spotykamy się ponad ćwierć wieku od chwili, kiedy w Chile ruszył system emerytalny zreformowany według pana koncepcji. Jak dziś go pan ocenia?
Jose Pinera „Matka wszystkich reform” – jak opisują media – to wielki sukces. Po pierwsze, system jest w pełni bezpieczny; nigdy nie zginęło w nim ani jedno peso. Po drugie, okazał się bardzo zyskowny.
Kiedy przed laty chciałem przekonać Chilijczyków do reformy, pokazując, ile uzbierają po 40 – 45 latach oszczędzania, posługiwałem się wyliczeniami dla 4-procentowej stopy zwrotu rocznie od zakumulowanego kapitału. Tymczasem osiągnięto średnio 10 proc. rocznie powyżej inflacji, przez 27 lat! A to przecież procent składany. Większość beneficjentów otrzyma więc wysokie emerytury, większe niż się spodziewałem i ja, i oni sami.
Po trzecie, system wzmocnił całą gospodarkę. Wzrosły oszczędności, inwestycje oraz zatrudnienie, ponieważ równocześnie zlikwidowaliśmy podatki od pracy. Ostatnio Międzynarodowy Fundusz Walutowy podał, że dochód per capita w Chile sięgnął około 15 tys. dolarów. Takim wynikiem nie może się poszczycić żaden kraj Ameryki Łacińskiej, a przecież pół wieku temu Argentyna, Wenezuela i wiele innych państw regionu były od nas znacznie bogatsze.
Po czwarte, system opiera się na solidnych podstawach. Dość powiedzieć, że przez 27 lat kraj miał zaledwie pięć różnych rządów, lecz żaden nie poważył się na zmianę założeń reformy emerytalnej. Zresztą po co – mówiąc obrazowo – zastępować świetnie sprawującego się mercedesa trabantem, którym jeździło się wcześniej. Oczywiście zawsze, nawet mercedesa, można ulepszać. I my to robimy, ale są to detale.
Liczył pan państwa, które powieliły chilijską reformę?
J.P. System emerytalny wzorowany na moim pomogłem stworzyć w trzydziestu. Co prawda polski nie jest dokładnie taki sam, ale jego drugi filar jest bardzo podobny. Tak jak w krajach bałtyckich, środkowej Europy, Meksyku, Kolumbii, Peru, Kazachstanie itd. W sumie jest około 150 mln ludzi, którzy mają teraz osobiste konto emerytalne, co czyni z nich właścicieli kapitału – małych kapitalistów.
Chilijczycy musieli czy mogli dołączyć do systemu?
J.P. Bardzo dobre pytanie, wolność wyboru bowiem stanowi ważny element transformacji. To była potężna siła, nikt nie mógł przecież krytykować reformy, do której każdy przystępował dobrowolnie. A my tak właśnie zrobiliśmy. Powiedzieliśmy: możesz zostać w starym systemie, który jest bankrutem, albo przechodzisz do nowego. I – trzymając się porównania z samochodami – zawsze mówiłem: „Oferuję wam mercedesa zamiast trabanta. Jeśli lubicie trabanta, możecie go sobie zatrzymać”. Wie pan, ilu ludzi poszło za mną?
Tak, wiem – było to 90 procent.
J.P. 95 procent! Tylko co dwudziesty Chilijczyk – dla mnie są oni genetycznymi komunistami – wybrał stare rozwiązanie.
Lecz armia pozostaje poza ogólnokrajową strukturą.
J.P. Tak, wojskowi nadal podlegają ministrowi obrony. Przekonywałem ich do zmiany, ale bezskutecznie. Według mnie, popełnili błąd. Na szczęście problem jest niewielki, no i już nie mój. Zaledwie procent populacji woli otrzymywać emerytury na innych zasadach, a uzasadnia to specyfiką swojego zawodu. Ale też jest wielkim paradoksem, że armia Chile, która wówczas rządziła, nie przyłączyła się do całej reszty kraju. Wszyscy, od prostego robotnika po prezydenta, mają dzisiaj swój osobisty rachunek emerytalny.
Jakie są opłaty za prowadzenie rachunku?
J.P. Opłata od zarządzania jest dziś bardzo niska, wynosi zaledwie pół procent zgromadzonych aktywów. Dla porównania: w Stanach Zjednoczonych czy Europie to zwykle 1 – 2 procent. Oczywiście, na początku były one znacznie wyższe, nie pamiętam jak bardzo, lecz jednocześnie dużo mniejsze były wówczas zarządzane środki. Tak to już jest: w pierwszej fazie stosunek opłat do oszczędności jest wysoki, trzeba bowiem ponosić wysokie koszty przy relatywnie niewielkich aktywach. Dopiero wraz z upływem czasu, kiedy system dojrzewa, można ocenić poziom opłat, ponieważ w wieloletnim planie oszczędzania liczy się, ile wynoszą przez cały okres. No i ważne, by ich wysokość regulował rynek. W Polsce wyznaczono limity, zatem fundusze zachowują się jak kartel.
U nas, choć minęło 10 lat, wciąż nie wiadomo, jak będą wypłacane pieniądze. Debatujemy na przykład, czy różnie dla kobiet i mężczyzn ze względu na inną długość życia. W pana kraju było podobnie?
J.P. Sposób wypłacania wpisałem do ustawy na samym początku. Był to ważny element kampanii informacyjnej, dlatego że uspokajał społeczeństwo. Gdy buduje się dom, trzeba od razu myśleć o dachu, a nie odkładać decyzję: zobaczymy, czy w przyszłości dach będzie w ogóle potrzebny.
Co do zróżnicowania ze względu na płeć… Mężczyźni przeciętnie żyją krócej niż kobiety – to fakt, i nie możemy tego nie dostrzegać. Gdybyśmy go nie uwzględnili, towarzystwa emerytalne nie chciałyby przyjmować płci pięknej.
