Seniorzy w nielegalnych domach opieki
InneNiemal 20 domów opieki dla osób starszych działa na Pomorzu nielegalnie. Warunków, w jakich przebywają ich mieszkańcy, nikt nie kontroluje. Dom Seniora w Matemblewie właściciele reklamowali przede wszystkim w internecie i na rozwieszonych w mieście billboardach. Nieduża, otynkowana na biało willa z ogrodem. Kilkuosobowe pokoje. Żaden z klientów nie przypuszczał, że ośrodek działa nielegalnie. - Zgodnie z ustawą o pomocy społecznej z 2004 r., zarówno domy pomocy społecznej prowadzone przez samorządy lub na ich zlecenie, jak i placówki całodobowo opiekujące się ludźmi starszymi muszą posiadać zezwolenie wojewody - mówi Roman Nowak z biura prasowego Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego. - Wymóg ten wprowadzono w związku z licznymi uchybieniami, jakie notowano w prywatnych placówkach. Obiekty niezarejestrowane działają nielegalnie.
Dyrekcja gdańskiego ośrodka się tłumaczy. - Składaliśmy wniosek o rejestrację do wojewody dwa lata temu - mówi Leszek Jędryszek. - Został odrzucony, bo nie dostaliśmy pozwolenia na zmianę sposobu użytkowania budynku. Skompletowaliśmy nową dokumentację, na dniach trafi do urzędu. Działamy, bo przecież nie da się ludzi wystawić z walizkami na ulicę. Fakt, rozstaliśmy się ostatnio z dwiema osobami w niezdrowej atmosferze, pewnie one teraz szukają na nas haka. Wcześniej ich jakoś nie interesowało, czy posiadamy rejestrację.
Tymczasem gdańscy urzędnicy twierdzą, że na rynku mnożą się prywatne placówki. Część właścicieli stara się, mimo to, obejść prawo, prowadząc opiekę nad seniorami pod szyldem hotelu czy pensjonatu.
- Bez wpisu do rejestru wojewody wykonywanie takiej działalności będzie nielegalne bez względu na to, czy działalność jest zarejestrowana jako hotel czy pensjonat - zapewnia Nowak. - W takiej sytuacji sprawa się jednak nieco komplikuje. By móc ukarać właściciela tak “zakamuflowanego” interesu, trzeba mu udowodnić, że w swoim hotelu czy pensjonacie świadczy całodobową opiekę nad osobami starszymi.
Do takiego domu trafiła prawie rok temu 77-letnia, chora na Alzheimera, mama pani Magdy. - Nie dawaliśmy sobie rady z opieką - opowiada czytelniczka. - Na miejsce w domu pomocy społecznej czeka się w ogromnych kolejkach. Ktoś poradził nam tę placówkę.
Pierwsze problemy pojawiły się, kiedy pani Magda próbowała ją odwiedzić. - Po godz. 19 nie chcieli już nikogo wpuszczać - opowiada. - Okazało się, że podopiecznych kładło się do łóżek już o szóstej, żeby był spokój.
Prawdziwa afera wybuchła jednak 25 lipca, kiedy mama pani Magdy wyszła z domu i gdzieś się zgubiła. - Zadzwonili do mnie z zapytaniem, czy mnie nie odwiedziła - denerwuje się kobieta. - Pojechałam sama jej poszukać. Po kilku godzinach znalazłam ją jak chodziła po lesie. Kiedy zadzwoniłam ze skargą, usłyszałam, że “jak mi się nie podoba, to sobie mogę matkę zabrać”.
Czytelniczka postanowiła o sytuacji w domu poinformować Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej. Tam usłyszała, że placówka nie figuruje w żadnym rejestrze. - Sprawujemy kontrolę nad domami, z którymi są podpisane umowy - mówi Sylwia Ressel, rzecznik gdańskiego MOPS-u. - Te placówki muszą spełniać określone standardy - mieszkańcy są objęci opieką lekarską, dbają o nich przeszkoleni opiekunowie, nawet metraż pokoi musi spełniać normy. W prywatnych placówkach może panować nawet “wolnoamerykanka”, my nie mamy prawa tego sprawdzić, bo niby jakim prawem możemy wejść do czyjegoś domu.
Po ostatniej kontroli placówek, przeprowadzonej przez Urząd Wojewódzki (w zeszłym roku takich inspekcji przeprowadzono 17, w tym roku sześć), udało się namierzyć dwa nielegalne ośrodki - jeden w Rumi, drugi w Gdańsku Osowej. - Niestety, nielegalnie działające placówki często zmieniają lokalizację, co utrudnia skuteczną walkę - mówi Nowak. - Odkrywamy je przede wszystkim na podstawie skarg zgłaszanych przez rodziny mieszkających tam osób oraz na podstawie donosów kierowanych przez konkurencję. Kontrolujemy ogłoszenia. Ponadto pracownicy zwracają się do Urzędu Statystycznego z prośbą o informację na temat liczby zarejestrowanych ośrodków.
Właścicielom domów, którzy prowadzą działalność bez zezwolenia, grozi grzywna w wysokości 10 tys. zł i nakaz natychmiastowego zarejestrowania placówki. W przypadku stwierdzenia naruszenia prawa, sprawa może zostać skierowana do prokuratury. - Osoby, które zamierzają umieścić swoich bliskich w tego typu placówce, powinny upewnić się, czy znajduje się ona w rejestrze wojewody albo MOPS-u - apelują urzędnicy.
Jowita Kiwnik
Źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto
