(nie)Wesołe życie staruszka
Emerytura, ZUSJak tu spokojnie myśleć o starości, skoro sam ZUS alarmuje, że za kilka lat mogą pojawić się problemy z uzyskaniem naprawdę przyzwoitej emerytury? Jeśli zatem nie warto inwestować w ZUS, to w co?
Grozi nam, że za kilka lat emerytury będą mniejsze, niż się tego spodziewamy. – Wpływów do ZUS jest coraz mniej, a wydatków coraz więcej – alarmuje Przemysław Przybylski, rzecznik prasowy ZUS. Dzieje się tak, ponieważ średnia długość życia wzrasta, więc emeryci pobierają świadczenia dłużej niż kiedyś. Ponadto w ciągu dwóch lat z Polski wyemigrowało 500 tys. osób, które powinny pracować tu i tu płacić podatki oraz składki ubezpieczeniowe. Niebezpieczny dla przyszłych emerytur z ZUS jest odpływ pracowników w samozatrudnienie, a także niski przyrost naturalny. – Według naszych szacunków w 2050 roku emerytów może być dwa razy więcej niż dziś, a pracujących na tych emerytów o jedną czwartą mniej – twierdzi Przybylski. Przyjmując jednak wariant optymistyczny – że za kilka czy kilkadziesiąt lat państwo wciąż będzie nam gwarantowało świadczenia emerytalne – i tak otrzymamy najwyżej 1/3 swych dotychczasowych dochodów. Czy będzie można za taką kwotę przeżyć? Choć coraz więcej z nas myśli o swojej przyszłości, to zaledwie 17 proc. Polaków deklaruje, że chciałoby dodatkowo oszczędzać z myślą o zabezpieczeniu się na starość. Ale tylko 5 proc. z nas już teraz regularnie odkłada na ten cel pieniądze (według Instytutu Badań Opinii i Rynku Pentor). Czy jedynym powodem jest kiepska sytuacja materialna Polaków? Według prof. Marka Góry z SGH, współtwórcy reformy emerytalnej, równie ważna jest inna przyczyna: – Jedna trzecia Polaków nie potrafi wskazać najbardziej opłacalnego lub najbezpieczniejszego sposobu lokowania pieniędzy. Nie mam wątpliwości, że jest to wynik braku elementarnej wiedzy z zakresu zarządzania finansami osobistymi – twierdzi profesor. Ta niewiedza może nas drogo kosztować – przestrzega. – Jeśli chcemy mieć godną starość, to sami musimy o to zadbać.
Przykład średniaka
Im wcześniej zaczniemy odkładać, tym mniejsze poniesiemy wyrzeczenia. Przeanalizujmy to na przykładzie. Zarabiamy 2700 zł netto, pracujemy od 8 lat. Za 35 lat przejdziemy na emeryturę. Wtedy nasza ostatnia pensja powinna wynieść około 5800 zł, a wówczas „państwowa emerytura” to 2300 zł. Dwa filary emerytalne (ZUS i OFE) trzeba wesprzeć dodatkowym zabezpieczeniem, także dlatego, że ani ZUS, ani OFE nie są skonstruowane optymalnie z punktu widzenia długoterminowego oszczędzania. W ZUS, do którego co miesiąc trafia ponad 11 proc. pensji, składki procentują w symbolicznym tempie. Wskaźnik ich waloryzacji wynosi 3/4 wzrostu płac w gospodarce (ostatnio około 2 proc. rocznie). Nasze pieniądze w ZUS nie są odkładane na nasze konta, ale wypłacane są z nich pieniądze dla dzisiejszych rencistów i emerytów.
Gdyby państwo pozwoliło nam samodzielnie inwestować środki przymusowo trafiające do ZUS i OFE, oszczędzilibyśmy trzy razy więcej na emeryturę. Młoda osoba dziś zarabiająca 2 tys. zł brutto i pracująca zawodowo jeszcze przez 42 lata zbierze w dwóch obowiązkowych filarach około 650 tys. złotych. Gdyby te same pieniądze zainwestowała samodzielnie, mogłaby liczyć na 1,9 mln zł.
Ile już dziś powinna oszczędzać miesięcznie, by za 35 lat przejść na spokojną emeryturę? Wiele zależy od tego, gdzie będzie odkładać. Jeśli zdecyduje się na lokowanie pieniędzy w banku, wówczas musiałaby odkładać prawie 2 tys. zł miesięcznie. Sytuacja bez wyjścia? Nie. Trzeba się jednak rozejrzeć za innymi sposobami inwestowania.
Do wyboru są zasadniczo trzy: fundusze inwestycyjne, nieruchomości i polisy na życie z funduszem inwestycyjnym.
Dariusz Styczek
Pełna treść tego artykułu znajduje sie w drukowanej wersji tygodnika “Ozon”.
