14.gifW ciągu 5 lat budżet dołoży do emerytur co najmniej 30 mld zł rocznie. Zmiany w systemie emerytalnym wymusza demografia. Brak reform spowoduje konieczność obniżenia przyznawanych świadczeń.

Z aktualnej prognozy wpływów i wydatków Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (FUS) wynika, że aby ZUS mógł wypłacić świadczenia, będzie potrzebował coraz większych dotacji budżetowych. Jego deficyt będzie się bowiem wahać w latach 2007-2011 między 16,9 mld zł, a 40,37 mld zł rocznie.

1.gifŁącznie trzeba będzie dołożyć do niego w tym okresie w najlepszym przypadku 123,72 mld zł, w najgorszym 194,53 mld zł – czyli prawie tyle samo co tegoroczne dochody budżetu (195,28 mld zł). Wariant pośredni przewiduje deficyt FUS w wysokości 164,62 mld zł.

Różnice w szacunkach wynikają z przyjętych do prognozy założeń. ZUS przygotowuje trzy jej warianty, przyjmując bardziej optymistyczne lub pesymistyczne założenia. W wariancie środkowym ZUS zakłada dosyć szybkie tempo spadku wskaźnika bezrobocia (w 2007 roku 14,9 proc., w 2011 roku 13,5 proc.) oraz utrzymanie dotychczasowego tempa przyznawania rent inwalidzkich i emerytur górniczych.

ZUS prognozę wypłacalności FUS (w jego skład wchodzą fundusz emerytalny, rentowy, wypadkowy i chorobowy) przygotowuje co roku. Najnowsza, dotycząca najbliższych 5 lat, uwzględnia zmiany przepisów, jakie zostały wprowadzone po dacie sporządzenia poprzedniej (na lata 2006-2010). Najważniejsza z nich to ustawa o tzw. emeryturach górniczych, która wydłużyła o rok (do końca 2007 roku) prawo do przechodzenia na wcześniejsze emerytury i wprowadziła odrębny system emerytalny dla górników.

ZUS potwierdził szacunki resortu

Największe manko odnotuje fundusz wypłacający emerytury. Jego deficyt w ciągu najbliższych 5 lat wyniesie minimum 155,98 mld zł, w wariancie środkowym 185,37 mld zł, a maksymalnie 190,58 mld zł. Ponieważ nowa prognoza FUS uwzględnia już decyzje posłów w sprawie ustawy o emeryturach górniczych, można porównać, o ile wzrasta deficyt funduszu emerytalnego. W stosunku do poprzedniej prognozy rośnie on tylko w ciągu 4 lat (2007-2010) aż o 10,7 mld zł.

Prognoza ZUS poddaje więc w wątpliwość zapewnienia premiera Kazimierza Marcinkiewicza, który wycofując z Trybunału Konstytucyjnego tę ustawę twierdził, że jej koszt w latach 2007-2020 (19 lat) wyniesie około 20 mld zł. Premier podważał tym samym szacunek Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej opiewający na kwotę 93 mld zł (70 mld zł emerytury górnicze i ponad 23 mld wcześniejsze).

ZUS potwierdza jednak szacunki MPiPS. Jeśli w ciągu zaledwie 4 lat wydatki wzrosną o prawie 11 mld zł, to łącznie (przez 19 lat) mogą sięgnąć szacowanej przez resort pracy kwoty.

Rentowy na plusie

W najbardziej optymistycznej wersji fundusz rentowy FUS odnotuje w latach 2007-2011 21,35 mld zł nadwyżki, a w najbardziej pesymistycznej 7 mld zł deficytu. Prognoza ZUS nie uwzględnia jednak planów Ministerstwa Finansów obniżenia o 4 pkt proc. składki na ubezpieczenie rentowe. Rocznie ma to kosztować prawie 10 mld zł. Bez względu na przyjęty wariant nadwyżkę odnotuje fundusz chorobowy. Wyniesie ona (też bez uwzględnienia planów MF obniżenia składki chorobowej) minimum 2,96 mld zł. Na plusie (do 3,94 mld żł) będzie też fundusz wypadkowy.

Więcej pracy, mniej świadczeń

Tak ogromny deficyt FUS wskazuje, że konieczne są zmiany dotyczące przyznawania i wypłaty świadczeń. Bez nich Polsce grozi konieczność podnoszenia podatków i składek.

Trzeba m.in. wydłużyć aktywność zawodową Polaków bo osoby przechodzące na emerytury są młode. W 2005 roku mężczyźni mieli średnio 58,7 lat, kobiety 56 lat. To najniższy wiek osób korzystających z emerytur w krajach OECD i UE. Profesor Marek Góra, współtwórca reformy emerytalnej zauważa, że młodzi emeryci powodują wzrost obciążeń pracujących, przez co są oni drodzy i firmy nie chcą ich zatrudniać. Zauważa, że kontynuowanie polityki ułatwiania odejścia z rynku pracy stosunkowo młodym osobom nie pozwoli na poprawę sytuacji na rynku pracy.

– Wprowadzanie kolejnych przywilejów emerytalnych dla poszczególnych branż czy wydłużanie możliwości przechodzenia na wcześniejsze emerytury to błąd – uważa Bogusława Nowak-Turowiecka, ekspert Konfederacji Pracodawców Polskich Jej zdaniem Polacy mogą pracować dłużej, bo pozwala na to rozwój medycyny i korzystne zmiany w nawykach żywieniowych i stylu życia osób, które ukończyły 50 czy 60 lat.

Demograficzna gilotyna

Na niską aktywność zawodową nakłada się też problem starzejącego się społeczeństwa. Rodzi się coraz mniej dzieci, a od 2001 roku Polska ma ujemny przyrost. Na emerytury zaczęły też odchodzić osoby z powojennego wyżu. Oprócz zmian w systemie emerytalnym, trzeba szukać oszczędności w wydatkach socjalnych – lepiej je adresować, likwidować, a nie przyznawać przywileje, zmniejszać liczbę świadczeniobiorców. Tak czy inaczej wymusi je demografia i coraz trudniejszy do sfinansowania deficyt systemu ubezpieczeń.

OPINIA

Zofia Czepulis-Rutkowska Instytut Pracy i Spraw Socjalnych

Polska notuje bardzo niski faktyczny wiek odejścia z rynku pracy. To trzeba zmienić, bo społeczeństwa nie stać na utrzymywanie rzesz młodych emerytów. Cały czas rośnie też relacja liczby osób w starszym wieku do osób w wieku produkcyjnym. A wydatki na świadczenia pokrywane są w znacznej mierze ze składek i podatków płaconych przez młodszą, aktywną, część społeczeństwa. Nadmierne wydatki emerytalne, będące skutkiem starzenia się społeczeństwa, wczesnego wieku emerytalnego i stosunkowo wysokich świadczeń, stanowią jedną z przyczyn problemów finansów publicznych. A wysokie obciążenie kosztów pracy w postaci składek przyczynia się do problemów na rynku pracy.

Bartosz Marczuk
Źródło: Gazeta Prawna