Pani Helena ma 60 lat zarabia 500-600 zł dziennie. Dzięki PKP. Bo pasażerowie pociągów relacji Kostrzyn - Berlin wolą u niej kupić bilet niż dwa razy droższy w kasie krajowego przewoźnika.

- Płacisz 5 euro i trzymaj się mnie. Decyduj się! Mam jeszcze tylko jedno wolne miejsce - zaczepia mnie pani Helena, rencistka. Razem z nią wsiadam w Gorzowie do pociągu do Kostrzyna. - Chętnych na podróż do Berlina organizuję sobie już po drodze - mówi kobieta i objaśnia, na czym polega ta praca.

W kasie niemieckiego Deutsche Bahn kupuje za 24 euro całodobowy bilet grupowy (dla maks. pięciu osób) na linii Kostrzyn - Berlin (ważny w obie strony). Sama jest w stanie przewieźć w ciągu dnia w obie strony nawet cztery pięcioosobowe grupy. Czyli może obsłużyć nawet osiem kursów. Inwestycja w bilet zwraca się po pierwszym. Kolejne siedem to czysty zysk - ok. 150 euro, czyli 600 zł.

Ale mało który “handlarz biletów” sam jeździ, bo szkoda zajmować miejsce. Jednemu z pasażerów wręczają bilet, który na berlińskim dworcu odbiera znajomy handlarza. Cały czas są w kontakcie telefonicznym i podają sobie rysopisy pasażerów z biletem do odbioru. Po 15 minutach ten sam bilet z pięcioosobową grupą pasażerów wraca kolejnym pociągiem do Kostrzyna.

Z nadgranicznego Kostrzyna do stolicy Niemiec kursuje codziennie 16 pociągów. Jeżdżą studenci, drobni przemytnicy i masa Polaków, która pracuje w Berlinie. Ale coraz częściej amatorami tanich biletów są Niemcy, którzy regularnie jeżdżą na zakupy do Kostrzyna.

Za handel biorą się nie tylko renciści, ale i młodzi. - Dopiero niedawno zaczęłam tak zarabiać - przyznaje 20-letnia kostrzynianka. - W dobry dzień wyciągamy z bratem nawet tysiąc złotych. Czasami czuję się jak kasjer PKP - śmieje się.

Interes może być jeszcze bardziej dochodowy. Polacy kupują grupowe bilety tygodniowe (35 euro) lub miesięczne, i to czasem po dwie lub trzy sztuki - bo tyle grup jednej osobie udaje się na każdy pociąg zorganizować.

- O procederze na granicy powiadomiliśmy policję, a nawet urząd skarbowy, ale taką działalność trudno udowodnić - przyznaje Witold Jakubowski, naczelnik stacji Gorzów i Kostrzyn

Inny starszy handlarz kpi z polityki PKP. -Wie pan co, ja nie wiem, jak oni myślą. Przecież na trasie Gorzów - Kostrzyn - Berlin już od dawna powinien kursować tani szybki pociąg. Popyt jest ogromny. A oni nic, to nic dziwnego, że pasażerowie nas polubili - dowodzi.

Witold Jakubowski zapowiada, że tanie pociągi się pojawią za rok, kiedy wejdą w życie zliberalizowane przepisy ruchu pasażerskiego. - Ale i wtedy Polacy coś wymyślą. Mamy emeryta, który codziennie za 2,80 zł kupuje bilet z Gorzowa do Kostrzyna dla siebie i opiekuna. Normalnie bilet kosztuje 8 zł. Dziadek jedzie za darmo, a miejsce opiekuna emeryt odsprzedaje pierwszemu chętnemu za 5 zł. To są grosze, ale w przypadku koników w Kostrzynie to już wielki interes.

Kostrzyn pod względem ruchu pasażerskiego to, pomijając tranzytowy Rzepin, największe graniczne przejście kolejowe na zachodzie. Miesięcznie korzysta z niego nawet 6 tys. podróżnych.

Artur Brykner
Źródło: Gazeta Wyborcza