Paul Newman żegna się z filmowym biznesem w stylu, którego inne hollywoodzkie gwiazdy mogą mu tylko pozazdrościć
Emerytura, Inne
To cud, że przetrwałem całe to pijaństwo, wyścigi i karierę - uważa Paul Newman. I ogłasza, że idzie na emeryturę. Kiedy przychodzi czas, żeby odejść, wtedy trzeba odejść. Ale choć legenda kina ostatecznie żegna się z trwającą przeszło pół wieku karierą (przypominając nam gwałtownie, że bogowie też bywają śmiertelni), wciąż jest czego zazdrościć. Niejeden z nas chciałby zejść ze sceny w takim stylu.
Zanim jednak Paul Newman na zawsze rozstanie się z kinem, chce zagrać w jeszcze jednym filmie. Jakim? To na razie tajemnica. - Pracujemy nad czymś z Robertem Redfordem, ale za wcześnie na szczegóły - powiedział tylko aktor. Redford to zresztą jeden z wielu, którzy szczerze przyznają, że cholernie zazdroszczą Newmanowi.
- Jedliśmy kiedyś obiad - opowiada Redford. - Wracam do domu i myślę sobie: Boże, więc to ma być stary Paul Newman! Wygląda świetnie, czuje się świetnie, ma mnóstwo kasy, którą przeznacza na szczytne cele, jest zakochany w swojej żonie; kiedy ma ochotę, ściga się samochodami, a kiedy ma ochotę, gra w filmach; jest niesamowicie szczęśliwy, a jego twarz wciąż wygląda jak wtedy, kiedy miał 20 lat… W chwili kiedy wchodziłem do domu, miałem ochotę się zastrzelić!
Przez pewien czas panowie planowali remake słynnego “Butcha Cassidy’ego i Sundance Kida” (1969), w którym stworzyli niezapomniany duet. Pomysł jednak upadł - bynajmniej nie dlatego, że - jak żartował Redford - “Newman nie będzie już w stanie pamiętać swoich kwestii”. Dziś mówi się, że chcą zekranizować powieść “A Walk in the Woods” Billa Brysona (- O ile zdążymy wywieźć Newmana w Appalachy, zanim siądzie na wózku inwalidzkim - znów zastrzega o 10 lat młodszy Redford).
Ale choć niedawno Newman przyznał, że jego plany na najbliższe 10-lecie to “trzymać się właściwej strony trawy”, nie ma powodu do obaw - jest w doskonałej formie. Gdyby nie nieszczęsny dubbing, moglibyśmy na przykład dziś posłuchać go w animacji “Auta”, która dopiero weszła do kin. Wielbiciel sportów samochodowych użycza tu głosu starej, zgorzkniałej wyścigówce żyjącej wspomnieniami dawnej świetności. Sam bynajmniej nie jest zgorzkniały, nie mówiąc już o tym, że dni jego świetności niezmiennie trwają. - Mój Boże, wciąż tu jestem! - opowiada o zdziwieniu, z jakim każdego ranka patrzy w lustro. - To cud, że przetrwałem całe to pijaństwo, palenie, wyścigi i karierę!
Nie ma chyba drugiego takiego aktora, którego kariera trwałaby nieprzerwanie od przeszło 50 lat i który nigdy nie przeżył comebacku, bo nigdy nie zszedł ze sceny. Paulowi Newmanowi oszczędzona była gorycz starzenia się w cieniu własnej legendy, co przydarzyło się choćby Marlonowi Brando czy Elizabeth Taylor. Na przedwczesną emeryturę nie skazał go ani zły stan zdrowia, ani obojętność producentów. Newman nie zamienił się również w symbol przeszłości od czasu do czasu wyciągany na światło dzienne, by dodać filmom posmaku klasyki.
