Kobiety z Europy wschodniej nielegalnie dbają w Niemczech o starych ludzi, którzy sami nie byliby w stanie żyć we własnych mieszkaniach.

Erika ma 72 lata i dwa razy w roku wyrusza z rodzinnego miasta na południu Węgier na trzy miesiące pod Monachium, gdzie opiekuje się staruszkami. Erika jest jedną z 70-100 tysięcy kobiet z Europy wschodniej, które nielegalnie pielęgnują starych ludzi w Niemczech.

Zjawisko ma tendencję zwyżkową. Związek organizacji społecznych Kościoła ewangelickiego Bundesverband der Diakonie szacuje, że w ciągu 20 lat zapotrzebowanie na wykwalifikowanych opiekunów wzrośnie do około 400 tysięcy.

Starsza pani, o którą troszczy się Erika, miała udar i nie jest w stanie sama o siebie zadbać. Syn, biznesmen z Monachium, szukał dla matki domu opieki. Po trzech miesiącach zorientował się, że było to dla niej nie do zniesienia. Nie chodziło mu o koszty w wysokości 3000 euro. Kobieta, która nie potrafi już sama jeść, chudła w oczach. „W domu opieki nikt nie miał czasu, żeby karmić ją przez godzinę. Ludzie tam są przeciążeni pracą”.

Zaczął więc szukać takiego rozwiązania, by matka nie musiała opuszczać swojego domu i znajomego otoczenia. Ale miejscowe służby opieki nie chciały podjąć się czasochłonnego zajęcia, które wymagałoby robienia przy rekonwalescentce wszystkiego. Rzecz nie do wykonania, ze względów personalnych. Na stale zmieniających się opiekunów syn nie chciał matki narażać. „Powinien to być ktoś, kto do niej pasuje. Ktoś, kto ma czas i cierpliwość“. Nie musiał długo szukać.

O podobnych doświadczeniach opowiada przedstawicielka wolnego zawodu z Monachium. Także ona szybko odkryła, na czym sprawa polega. „Miałam wrażenie, że wchodzę w jakiś ruch ludowy działający w podziemiu – wspomina. – Armia przemykających pomocników“. Ich numery telefonów rodziny przekazują sobie w najgłębszej tajemnicy. Kobieta próbowała wcześniej skorzystać z usług niemieckich służb opiekuńczych. Jednak koszt całodobowej opieki rzędu 10 tysięcy euro miesięcznie był ponad jej możliwości. „Nawet z zasiłkiem pielęgnacyjnym i rentą mojej matki nie zdobyłabym takiej sumy pracując na własną rękę. Niemożliwe” – mówi.

Znajoma podsunęła jej w końcu dwie siostry z Czech. Pracowały na zmianę za 900 euro miesięcznie. Do czasu, aż służby opiekuńcze złożyły na nią doniesienie – i niedawno policja zapukała do drzwi. Teraz córce dbałej o dobro matki grozi wysoka kara pieniężna za zatrudnianie nielegalnych pracowników. Kobieta nie ma jednak poczucia winy. „Nie mogę przecież zostawić mojej matki na pastwę losu tylko dlatego, że państwo nie znajduje rozwiązania problemu swoich starych obywateli i ignoruje ten problem”. Ryzykuje więc, że znowu zostanie zadenuncjowana. Nowym Czeszkom poradziła, żeby zachowywały się dyskretnie i nie wychylały za bardzo przy myciu okien. Sąsiedzi nie powinni nabrać podejrzeń.

Strony: 1 2