Bogusław Wołoszański: odkłamać historię
Inne
Z Bogusławem Wołoszańskim rozmawia Gabriel Maciejewski - Jak to się dzieje, że w tak spenetrowanym obszarze jak II wojna światowa ciągle odkrywa pan coś nieznanego i nowego, jakąś tajemnicę.
- II wojna światowa to nie jest spenetrowany obszar. Jest jeszcze mnóstwo tajemnic do odkrycia. Ten najważniejszy w dziejach ludzkości i przełomowy czas był przez lata zakłamywany i fałszowany. Przede wszystkim przez propagandę komunistyczną, ale nie tylko. Dziś trzeba to wszystko oczyszczać, zeskrobywać to skamieniałe propagandowe błoto i mówić prawdę.
- Czy II wojna nie jest wciąż zakłamywana?
- W pewnym sensie tak, jednak już nie z taką intensywnością jak dawniej, kiedy istniał Związek Radziecki. Proszę jednak pamiętać, że napisana przez zwycięzców historia nie musi być do końca zgodna z faktami. Churchill powiedział kiedyś takie zdanie: historia będzie dla mnie łaskawa, mam zamiar ją napisać… Myślę jednak, że II wojna nie jest już tym gorącym kartoflem przerzucanym z rąk do rąk. Polityków interesują dziś inne momenty w dziejach najnowszych, na przykład rok 1989. A wojna…? Staje się obiektem rzeczowych studiów i badań, gdzie miejsca na politykę i emocje jest coraz mniej.
- Jak pan wytłumaczy fakt, że książki, filmy i materiały dziennikarskie dotyczące II wojny światowej cieszą się tak dużą popularnością wśród bardzo młodych czytelników?
- Była to ostatnia “oczywista” wojna. Wojna, w której rysował się wyraźny podział na dobro i zło, na sprawiedliwość i bezprawie, na zbrodnię i bohaterstwo, gdzie mężczyzna stawał przeciwko mężczyźnie. Teraz to wszystko już się zatarło. Nikt nie rozumie współczesnej wojny, w której nieznany z imienia i nazwiska żołnierz wciska guzik odpalający rakietę i wychodzi na kawę, a pocisk startuje i zabija drugiego faceta. Tu jest także odpowiedź na to, skąd bierze się tak duże zainteresowanie młodych jednostkami specjalnymi i oddziałami komandosów. Walka pomiędzy wyraźnie zarysowanymi przeciwstawnymi wartościami reprezentowanymi przez mężczyzn z krwi i kości. Kiedyś ten atrakcyjny podział na dobro i zło podkreślany był przez komunistów. Dobrzy byli Rosjanie i bardzo niechętnie zaliczani do tej kategorii alianci, a źli - Niemcy i ich sojusznicy.
- Jak pan wytłumaczy fakt, że wśród pasjonatów historii o wiele większą sympatię budzą Niemcy i ich sojusznicy niż alianci?
- Z tą sympatią chyba pan przesadził, ale zjawisko opisane przez pana jest wyraźnie zauważalne. Dobrze to widać w grupach rekonstrukcyjnych. Do moich programów zapraszałem wiele z tych grup. Rzeczywiście jest duże zainteresowanie formacjami niemieckimi, ale są też chłopcy rekonstruujący aliantów, na przykład znakomita amerykańska grupa “Normandia” czy Zgrupowanie “Radosław”, odtwarzające historię Powstania Warszawskiego. Tylko jednego rodzaju wojsk brakuje w Polsce - żołnierzy radzieckich. Musiałem ich sprowadzać z Czech. Jeśli chodzi o niemieckie grupy rekonstrukcyjne, myślę że najważniejszą rolę odgrywa tu magia munduru. To były znakomicie zaprojektowane mundury i to się podoba do dziś. Podobają się nawet te uniformy, które budziły grozę - formacji SS. Nie doszukiwałby się w tym jakichś tęsknot na nazizmem. Jest to pewna magia. Myślę, że o fascynacji niemieckim uzbrojeniem i mundurem decydują czynniki estetyczne. Niech pan się przyjrzy czołgom, ich bryle i sposobowi malowania. One są piękne. Zupełne przeciwieństwo czołgów brytyjskich czy amerykańskich, Sherman wygląda przecież, jakby miał garb, nie wspominając o Grancie z dwoma wieżyczkami, przypominającymi bochenki chleba jeden na drugim. Estetyka tego uzbrojenia jest po prostu nieatrakcyjna.
- Na ile zainteresowanie armią niemiecką przez młodzież może zmienić stosunek Polaków do niemieckiej historii i do samych Niemców?
Myślę, że ogrom zbrodni dokonanych przez armię niemiecką jest taki, że jeszcze trzeba będzie poczekać na taką zmianę spojrzenia. Chłopcy w grupach rekonstrukcyjnych, w niemieckich grupach, przechodzą swoistą metamorfozę. Od bardzo intensywnej chłopięcej fascynacji mundurem, nawet mundurem Waffen SS, do głębokiej niechęci. Niechęć narasta w miarę poznawania historii, wiele zmienia wycieczka do Oświęcimia.
- Czy uważa pan, że taka zmiana spojrzenia na historię Niemiec powinna nastąpić?
- Uważam, że powinno nastąpić zrozumienie historii. W podręcznikach historii wydawanych obecnie pod pojecie faszyzmu podciągana jest ideologia nazistowska. Historycy, nazywani wybitnym specjalistami, nie odróżniają włoskiej ideologii faszystowskiej od nazizmu. To były dwie odrębne filozofie, które miały zupełnie różne źródła. A kim jest Mussolini wobec Stalina? Można mu zarzucić wojnę w Abisynii, to prawda, ale co poza tym? Pojenie komunistów olejem rycynowym? Stronie przeciwnej, szczególnie Anglikom, można by zarzucić dużo więcej. Rzeczywistość wojenna nie była tak oczywista, jak przedstawiała to propaganda zwycięzców, która stawiała Hitlera obok Horty’ego czy Manerheima. Warto to zrozumieć, warto zrozumieć, dlaczego Finowie na statecznikach swoich samolotów mieli wymalowaną swastykę. Warto zrozumieć, że ten świat był trochę inny. Staje się to tym bardziej ważne, gdy jesteśmy w Unii, gdy granice się zacierają, a w następnych pokoleniach będziemy świadkami zacierania się różnic między kulturami. Warto pomyśleć, jak w tej sytuacji pozostać Polakiem. W tym może nam pomóc historia rozumiana jako drugi obok języka składnik tożsamości narodowej.
