Dziadkowie i babcie nie mogą chodzić na wywiadówki
InneOceny wnuczków nie są dla oczu i uszu dziadków oraz babć - twierdzi szkoła w Brwinowie. Prawo oświatowe nie pozwala seniorom chodzić na wywiadówki.
Emerytowany dziadek (imię i nazwisko do wiadomości redakcji) na zebraniu w podstawówce nr 2 w Brwinowie dowiedział się, że nie powinien przychodzić na wywiadówki. Nauczyciele będą o ocenach rozmawiać tylko z rodzicami.
- Nie rozumiem tej decyzji. Odprowadzam wnuczka do szkoły. Odbieram go. Odrabiam z nim lekcje. Więcej wiem o jego szkolnym życiu niż mama. Nawet teraz dzwonię z komórki, siedząc w samochodzie przed szkołą, bo czekam na wnuczka - oburza się dyskryminowany dziadek.
Szkoła zasłania się przyjętym przez nauczycieli regulaminem, że informacji o ocenach i postępach w nauce udziela się rodzicom bądź prawnym opiekunom dziecka.
Dziadka z Brwinowa popierają znani dziadkowie. Aktor Marian Opania, czworo wnucząt: - To jakaś bzdura! We współczesnym świecie, gdy rodzice są zabiegani, dziadek jest czasem ostatnią deską ratunku! Biorę czynny udział w wychowywaniu swoich wnucząt. Parę razy byłem na wywiadówkach u najstarszego wnuka. To prawda, że babcie są od rozpieszczania, ale dziadek ma autorytet. I potrafi jeszcze pomóc w lekcjach. Sam pomagam w historii, matematyce, nie mówiąc już o polskim.
Aktor Witold Pyrkosz, troje wnucząt: - Ten dziwny przepis śmieszy mnie bardziej niż afera z “Czterema pancernymi”. Czy chodzi o to, że dziadek naruszy przepisy o ochronie danych osobowych siedmioletniego wnuka? Gdyby moja córka poprosiła mnie, żebym poszedł do wnucząt na wywiadówkę i usłyszałbym, że mam wyjść z klasy, to chyba krew by się polała, bo pękłbym ze śmiechu.
W innych szkołach dziadkowie też są na cenzurowanym. W stołecznej podstawówce nr 10 przy ul. Jasielskiej mogą przychodzić na zebrania, pod warunkiem że zostaną zidentyfikowani. - Rodzice muszą podać telefon i nazwisko dziadków, żeby było wiadomo, że występują w roli opiekunów - dowiadujemy się.
Jadwiga Goralska, dyrektorka szkoły nr 120 przy Międzyborskiej, nie wyprasza dziadków z klasy (podobnie jak starszych sióstr), ale woli rozmawiać z rodzicami. I nie chodzi o to, że dziadkowie mogą czegoś nie dosłyszeć albo o czymś zapomnieć. Winny jest stereotyp babci i dziadka. - Mogą być bardziej wyrozumiali dla dziecka niż rodzice i przez to trudniej szkole rozwiązywać problemy wychowawcze - zauważa Jadwiga Goralska.
- Takie postępowanie jest zgodne z prawem oświatowym. Nie możemy o dziecku rozmawiać z osobami, które za nie prawnie nie odpowiadają - stwierdza Zofia Kowalczyk, wicedyrektor Zespołu Szkół nr 2 w Brwinowie. Kuratorium popiera szkoły. - Z całym szacunkiem dla babci czy dziadka, ale informacja o ocenach, postępach i niepowodzeniach jest przeznaczona dla rodziców lub prawnych opiekunów. Dziadkowie mogą ją uzyskać, jeśli są rodziną zastępczą. W wyjątkowych wypadkach, gdy rodzice uzgodnią to z wychowawcą - potwierdza Anna Milewska, dyrektor wydziału kształcenia podstawowego i gimnazjalnego kuratorium.
Renata Czeladko
Źródło: Gazeta Wyborcza
