Kolorowy sztafaż ludzki na pocztówkach z PRL
Inne
Za czym kolejka ta stoi
Długosz grzebie w tych pocztówkach w stylu filmów Antonioniego. Dostęp do oryginalnych slajdów w archiwum KAW umożliwił mu świetną zabawę, która przypomina film “Powiększenie”. Zbliżenia pokazują szczegóły, które mogły się skryć przed okiem cenzora i cioci z Siedlec, która dostała kartkę. Panowie w krzakach w dalekim planie pocztówki z ośrodka Dolina Trzech Stawów najwyraźniej zabierają się do otwarcia pół litra wódki. W sklepie Społem w Kaliszu (1978) coś rzucili, wewnątrz niewielkiego pawilonu panuje nieprawdopodobny tłok, kolejka wylewa się na chodnik, przyszedł nawet milicjant.
Jest też niezdyscyplinowana młodzież. Na pocztówce ze szkoły w Izbicku nauczyciel nie potrafił zapanować nad uczniami. Czasem kompromitacja rzeczywistości polega na zestawieniu dwóch pocztówek. Oto Dąb Tysiąclecia w Kadynach z 1977 r. A rok później? Co za wstyd! Tablica z napisem “Parking” wyrwana. Pocztówka raczej nie poszła do druku. Sztafażu ludzkiego tu brak.
Świat sprzed globalizacji
“Ta książka dotyka nerwu narodowego, a jednocześnie utwierdza wielu obcokrajowców w swych przekonaniach na temat tego, co brytyjskie”. Taką opinię o książce Długosza na Amazon.com napisał recenzent albumu Martina Parra “Nudne pocztówki”.
Album Parra, brytyjskiego fotografa z agencji Magnum, ukazał się siedem lat temu. Po brytyjskich Parr wydał jeszcze “Nudne pocztówki” amerykańskie i niemieckie. Książka Długosza nie jest więc polską specjalnością. Jest częścią zjawiska estetyzacji kultury masowej lat 60., 70. i 80., a także pocztówek sprzed kilku dekad.
Długosz zbierał stare pocztówki od dawna. Kiedy ukazał się album Parra, Długosz poinformował go, że ma taki sam pomysł. Parr się zgodził. A tytułu “Nudne pocztówki” Długosz używa w swoim blogu, gdzie wkleja coraz to nowe pocztówkowe znaleziska.
Co mają wspólnego stare pocztówki polskie, brytyjskie, niemieckie? Pokazują klimat, którego już nie ma. To nie tylko świat sprzed upadku żelaznej kurtyny, ale świat sprzed niesamowitego przyspieszenia cywilizacyjnego lat 90.
Brytyjczyków, Amerykanów czy Niemców kręci ich własny kraj sprzed globalizacji. Jeszcze mały, swojski, jakoś tam prowincjonalny.
Coś podobnego jest w polskich pocztówkach. Porządek, ład, spokój, sielanka, to nie tylko cecha spokojnego więzienia w ramach Układu Warszawskiego. Świat Zachodu wtedy też był nudny. Może nie czuł się zagrożony tak jak dziś?
Oczywiście polska nuda była inna. Polska kultura wizualna okresu socjalizmu jest odrębnym fascynującym tematem. Choćby architektura. Tak jak są tu złe i dobre pocztówki, tak są złe i dobre budynki.
Ta książka to świetny materiał dla badacza polskiej architektury. Przecież jest różnica między straszliwym barakiem restauracji w Rytrze a doskonałą formą Teatru Ziemi Rybnickiej autorstwa znanego kiedyś architekta Henryka Buszki. Pomysł Długosza jest nagle bardzo aktualny. Pal sześć baraki, ale co się dziś dzieje z tą dobrą architekturą? Niestety, najczęściej się ją wyburza, w najlepszym razie okłada sidingiem. Architektura zapomnianego dziś modernizmu lat 60. i 70. nie jest chroniona. To, co po tych latach zostaje, to bloki.
“Boże, jak brzydko” - powiedział ktoś, przeglądając tę książkę. Być może. Ale dzisiaj na wielu blokowiskach jest jeszcze brzydziej. To, co było jasne, poczerniało, a beton popękał. Z tym że nie wszędzie to widać, bo przez 30 lat na miejscu, gdzie kiedyś był asfalt, wyrosły drzewa. Może w przyszłości Polska będzie wyglądać jeszcze lepiej, gdy cały widok zasłonią nam dęby. Dęby 2000-lecia.
Źródło: Gazeta Wyborcza
