altman.jpgSłynny amerykański reżyser filmowy Robert Altman zmarł we wtorek w szpitalu w Los Angeles. Miał 81 lat. Mówiło się, że jest jednym z niewielu filmowców, którzy “nie sprzedali się” Hollywoodowi. Oscara, i to honorowego, a nie za konkretny film, dostał dopiero w tym roku. “Filmowanie to szansa przeżycia życia wielokrotnie” - mówił.

Jego specjalnością były wielowątkowe freski pokazujące przemiany społeczne i obyczajowe we współczesnej Ameryce - np. “Nashville” (1975) z 24 postaciami wędrującymi przez stolicę amerykańskiej muzyki country, “Dzień weselny” (1978) z familijnymi intrygami uchwyconymi na obrzeżach ceremonii ślubnej czy “Na skróty” (1993, Złoty Lew w Wenecji), ciąg znakomicie zmiksowanych obrazków o nieudanym życiu w południowej Kalifornii. Za to w jego rozgrywającym się w latach 30. w Wielkiej Brytanii “Gosford Park” (2001) piętra arystokratycznej rezydencji są niby szczeble drabiny społecznej (najbogatsi na samej górze, służba w piwnicy).

Urodził się w Kansas w rodzinie sprzedawcy ubezpieczeń. W czasie II wojny światowej służył jako pilot. Pisywał do gazet, był też autorem scenariuszy radiowych. W kinie debiutował niskobudżetowym “The Deliquents” (1957) o niedojrzałym chłopaku wciągniętym do ulicznego gangu za sprawą jego dziewczyny. Po dokumencie “The James Dean Story” trafił do telewizji, gdzie nakręcił dziesiątki serialowych odcinków, m.in. “Bonanzy” i “Alfred Hitchcock przedstawia”.

Sławę przyniósł mu “M.A.S.H.” (1970, Złota Palma w Cannes) - czarna komedia o szpitalu polowym na wojnie w Korei zapowiadająca, że jakiegokolwiek gatunku Altman się dotknie, spojrzy nań w sposób oryginalny. Gdy nakręcił western “McCabe i pani Miller” (1971), za bohaterów wziął właściciela burdelu na Dzikim Zachodzie (Warren Beatty) i prostytutkę (Julie Christie), zaś w “Buffalo Bill i Indianie” (1976, Złoty Niedźwiedź w Berlinie) pokazał, jak autentyczni herosi prerii prostytuują się w objazdowej rewii za pieniądze. Gdy zekranizował Raymonda Chandlera “Długie pożegnanie” (1973), to jako Marlowe’a obsadził kojarzonego z wygłupami Elliotta Goulda.

Istotę stosunków hollywoodzkich przedstawił w satyrycznym “Graczu” (1992), w którym triumfuje cyniczny producent (Tim Robbins) - morderca i złodziej. Żartował: “Hollywood i ja nie konkurujemy ze sobą. Oni sprzedają buty, ja robię rękawiczki”. Ze świata mody zakpił w “Pret-a-porter” (1994). To właśnie przy filmach Altmana próbowała się zaczepić w Ameryce Kasia Figura.

Na początku 2006 r. debiutował jako reżyser na deskach lodyńskiego Old Vic, wystawiając sztukę Arthura Millera “Resurrection Blues”. Jego ostatnim filmem było “A Prairie Home Companion” (2006) o tym, co działo się na zapleczu popularnego amerykańskiego show radiowego (grają tu m.in. Tommy Lee Jones i Meryl Streep).

Nie podano przyczyny jego śmierci. Wiadomo jednak, że dziesięć lat temu przeszedł transplantację serca.

Źródło: Gazeta Wyborcza