Nie oszczędzamy samodzielnie na emeryturę
Emerytura, ZUSZdecydowana większość Polaków (68 proc.) zgadza się z tym, aby opłacanie składek na emeryturę było obowiązkowe. Poziom tej akceptacji różni się jednak w zależności od wieku badanych.
Niewiele ponad połowa młodych osób (w wieku 18-24 lata) zgadza się z nałożonym przez państwo obowiązkiem opłacania składek emerytalnych. Z drugiej strony obowiązek ten popiera prawie 80 proc. osób, które ukończyły 59 lat. Taki podział wynika z tego, że osoby starsze, które korzystają już z emerytur (po okresie opłacania przez siebie składek) oczekują zgodnie z zasadą tzw. solidaryzmu międzypokoleniowego, że ich świadczenia będą finansować obecnie pracujący.
Duża akceptacja istnienia obowiązkowego systemu emerytalnego może też być wynikiem przekonania, że osoby aktywne zawodowo zamiast odkładać na starość część swoich dochodów, skonsumują je i zostaną – po zakończeniu kariery zawodowej – bez środków do życia. A to może oznaczać, że będą klientami pomocy społecznej, finansowanej z pieniędzy podatników.
Nie tylko ZUS
Akceptując konieczność opłacania składek na emeryturę, Polacy opowiadają się w większości (51 proc.) za tym, aby przynajmniej część ich trafiała do instytucji prywatnych. Na obowiązujące dzisiaj rozwiązanie – część składki trafia do instytucji państwowej, a część do prywatnej – zgadza się 32 proc. badanych, a 20 proc. chciałoby, żeby pieniądze ze składek trafiały wyłącznie do instytucji prywatnych. Z drugiej strony, 38 proc. badanych – co może być pewnym zaskoczeniem – akceptuje sytuację, w której cała składka trafiałaby do ZUS.
Im osoba jest młodsza, tym bardziej życzy sobie, aby jej składki trafiały do instytucji prywatnej. Tylko 27 proc. osób w wieku 25-39 lat (większość z nich pracuje i opłaca składki) chciałoby, aby ich składki trafiały wyłącznie do ZUS. Z drugiej strony takie życzenie wyraża 56 proc. osób, które ukończyły 59 lat. Z kolei prawie 40 proc. osób w wieku 15-24 lata życzyłoby sobie, aby ich składki trafiały wyłącznie do instytucji prywatnych.
Dane te wskazują, że wśród młodych osób istnieje większe przyzwolenie na to, aby za zabezpieczenie ich starości odpowiadały w przyszłości instytucje prywatne, a nie publiczne.
Za biedni na oszczędzanie
W zdecydowanej większości Polacy nie oszczędzają dodatkowo na emeryturę. 74 proc. aktywnych zawodowo rodaków przyznaje się, że opłaca tylko obowiązkowe składki do OFE i ZUS. Ten niski poziom własnej zapobiegliwości emerytalnej nie różni się w zależności od wieku respondentów.
Nie jest zaskoczeniem, że głównym powodem braku samodzielnej aktywności w zakresie odkładania na starość jest brak pieniędzy. Wskazuje na niego 7 na 10 badanych osób. Najwięcej osób deklarujących, że oszczędzają dobrowolnie (12 proc.), wskazuje, że robi to na indywidualnym koncie emerytalnym. Co 25 badany mówi, że inwestuje samodzielnie z myślą o emeryturze.
Polacy nie wierzą, że pracownicze programy emerytalne, czyli prowadzone przez zakłady pracy plany emerytalne, które miały się stać III filarem nowego systemu emerytalnego, zapewnią im wyższe świadczenia. Dzieje się tak zapewne ze względu na bardzo małą popularność i wiedzę na temat tych programów. Aż 46 proc. osób nie umie odpowiedzieć, czy przynależność do PPE to skuteczny sposób na zwiększenie świadczenia.
Badani uważają, że najlepiej cel ten można osiągnąć, oszczędzając samodzielne. Co ciekawe, dużym zaufaniem pod tym względem (podobnym do OFE) cieszy się ZUS. 57 proc. badanych uważa, że gromadzenie w nim pieniędzy to skuteczny sposób na zapewnienie sobie godziwej emerytury. Może to być efektem oczekiwania, że emerytura z ZUS i OFE, czyli dwóch obowiązkowych filarów, wystarczy na zapewnienie godziwej starości.
Tymczasem eksperci podkreślają, że emerytury z nowego systemu w stosunku do zarobków mogą być znacząco niższe niż wypłacane obecnie z ZUS. Ta informacja nie przebiła się jeszcze do powszechnej świadomości.
Polki do 60.
Prawie 80 proc. Polaków nie zgadza się na zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn, rozumianego jako podniesienie wieku tych ostatnich do 65 lat. Nie chcą tego zarówno osoby młode, w średnim wieku jak i starsze. Zwolennikami tego rozwiązania jest zaledwie 17 proc. respondentów – najwięcej wśród tych, którzy mają od 25 do 34 lat (24 proc.).
Tymczasem na całym świecie dostosowuje się wiek emerytalny do wyzwań współczesności – wydłużającego się życia, starzejącego się społeczeństwa i malejącego przyrostu naturalnego. Robią tak m.in. kraje tzw. starej Unii. Niemal we wszystkich z nich wiek emerytalny kobiet i mężczyzn jest taki sam albo państwa te są w trakcie jego zrównywania. Wyjątek stanowią Austria i Francja. Nad Sekwaną wiek emerytalny wynosi 60 lat, jednak aby otrzymać emeryturę, trzeba przepracować 40 lat. Także tam próbuje się go podnieść, choć dotychczas blokują to silne związki zawodowe.
Ponadto kraje UE podnoszą wiek emerytalny dla obojga płci. W ubiegłym miesiącu decyzję taką – podniesienie wieku emerytalnego do 67 lat dla obojga płci – podjęli Niemcy. Nie wykluczają też tego Brytyjczycy. Przenikliwością odznaczają się rządy USA. Mimo że Stany Zjednoczone nie cierpią na kryzys demograficzny (współczynnik dzietności wynosi tam ponad 2), są w trakcie wydłużania wieku emerytalnego – tak jak Niemcy – z 65 do 67 lat.
Podobnie robią kraje tzw. nowej Unii, czyli te, które razem z nami przystąpiły do Wspólnoty. Wszystkie one – poza Polską – podnoszą wiek emerytalny. Słowacy robią to stopniowo – corocznie o 9 miesięcy. Teraz wiek emerytalny wynosi tam 60,75 roku dla mężczyzn, ale w przyszłym roku osiągnie już docelowy poziom 62 lat. Dla kobiet, w zależności od liczby dzieci, obecnie waha się od 53,75 do 57,75 roku. Będzie – w 2014 roku – wynosił 62 lata. Także Czesi są w trakcie podnoszenia wieku emerytalnego (o 4 miesiące rocznie). W 2013 roku wynieść ma on 63 lata dla bezdzietnych kobiet, 59-62 dla tych, które wychowały dzieci (w zależności od ich liczby) i 63 lata dla mężczyzn. Podobnie postępują Węgrzy. W tym roku wiek emerytalny wzrósł tam do 60 lat, do końca 2007 roku wyniesie 61 lat, a do końca 2009 – 62 lata. W 2009 roku proces podnoszenia tego wieku zakończą Łotysze (wyniesie 62 lata), a już w przyszłym roku Litwini (wiek emerytalny kobiet wzrośnie do 60 lat). Estonki będą pracować od 2014 roku do 63 roku życia. Ich wiek emerytalny wzrasta każdego roku o pół roku.
Te działania, jak podkreślają eksperci, są korzystne z punktu widzenia wypłacalności systemów ubezpieczeń.
W polskim systemie emerytalnym wydłużanie wieku aktywności zawodowej pozytywnie wpłynęłaby na wysokość przyszłych świadczeń. W nowym systemie jego wysokość będzie bowiem zależeć od zgromadzonego kapitału i tego, ile statystycznie lat pozostaje do przeżycia na emeryturze. Jeśli osoba pracująca ze świadczenia skorzysta później, to wyższy kapitał zostanie podzielony przez mniejszą liczbę lat.
Przywileje za wyższe składki
Prawie 9 na 10 badanych osób uznaje, że wybrane grupy zawodowe powinny mieć prawo do przechodzenia na wcześniejsze emerytury. Polacy opowiadają się więc gremialnie za tym, aby wybrani ubezpieczeni mieli prawo do korzystania ze specjalnych emerytur.
Jednocześnie jednak większość uznaje, że przywileje te powinny być finansowane z pieniędzy uprzywilejowanych osób. Zdaniem 56 proc. badanych powinny one opłacać wyższe składki emerytalne. Tylko 33 proc. badanych wskazuje, że powinni się na nie składać – tak jak jest obecnie – wszyscy podatnicy.
Polacy w większości uznają też, że osoby przechodzące na wcześniejszą emeryturę nie powinny mieć możliwości nieograniczonego dorabiania do świadczeń. Prawo takie przyznałoby wcześniejszym emerytom 36 proc. badanych.
Byle nie do ZUS
Uczestnicy otwartych funduszy emerytalnych opowiadają się w większości za tym, aby pieniądze gromadzone na ich emeryturę w II filarze wypłacały prywatne instytucje. Uważa tak 59 proc. badanych. Aby robił to ZUS, chce 32 proc. ankietowanych.
Polacy podzielają więc zastrzeżenia ekspertów, którzy wskazują, że monopol państwa w zakresie wypłaty emerytur może powodować szereg zagrożeń. Wskazują oni, że przez brak rynkowej konkurencji trudno będzie oszacować adekwatną wysokość świadczenia. Jeśli ZUS się pomyli i wyliczy je na zbyt niskim poziomie, emeryci nie dostaną tego, co uzbierali, a jeśli będzie zbyt hojny – do świadczeń dopłacą podatnicy. Zagrożeniem jest też to, że to podatnicy będą w pierwszej kolejności odpowiadać za pomyłki ZUS – jeśli będą działać prywatne podmioty, ewentualne braki pokrywałyby najpierw ze środków akcjonariuszy, później z tworzonego przez nie funduszu gwarancyjnego, a podatnicy byliby na końcu.
ZUS może też prowadzić nieudaną politykę inwestycyjną. Eksperci wskazują, że jest nieprzygotowany do zarządzania ogromnymi pieniędzmi pochodzącymi z OFE, a przyszli emeryci nie będą mieć możliwości ocenić, jak ZUS radzi sobie z pomnażaniem ich pieniędzy, bo jeśli będzie monopolistą, to nie będzie do czego porównać wyników.
W dyskusji wskazuje się także zagrożenie polegające na tym, że politycy mogą chcieć wpływać na to, w co ZUS będzie inwestował pieniądze. Jeśli będą na przykład chcieli sfinansować budowę infrastruktury, mogą zmusić ZUS do kupowania obligacji emitowanych na ten cel.
Równocześnie 65 proc. uczestników II filara deklaruje, że istnienie w Polsce systemu emerytalnego, w którym część pieniędzy przekazywana jest do OFE, jest korzystne. Oznacza to, że te osoby, które są uczestnikami II filara, akceptują sytuację, w której ich pieniądze nie są przekazywane wyłącznie do ZUS, ale także do funduszy.
Polacy, będący członkami OFE, w zdecydowanej większości wiedzą też o tym, że pieniądze gromadzone w II filarze są dziedziczone w razie ich śmierci. Prawie wszystkie pytane osoby – aż 96 proc. – są też zwolennikami takiego rozwiązania.
Potwierdzają się więc wcześniej podawane informacje, że jedną z głównych przesłanek skłaniających osoby w średnim wieku do przystępowania do OFE (miały one wybór, czy pozostać w ZUS czy wybrać II filar) była możliwość dziedziczenia emerytalnego kapitału.
Sprawdzają uczciwość firm
Ponad połowa Polaków sprawdza, czy ich pracodawca odprowadza do ZUS należne składki na emeryturę. Może to być efektem rosnącej świadomości Polaków, że to od wysokości zgromadzonego kapitału zależeć będzie wysokość przyszłego świadczenia. Ponadto na aktywność pracowników w tym zakresie może wpływać trudna sytuacja na rynku pracy, z której mogą korzystać nieuczciwe firmy, nie opłacając należnych składek do ZUS.
40 proc. badanych deklaruje, że nie sprawdza tego, czy ich firma odprowadza składki. Nie musi to jednak oznaczać, że się nimi nie interesuje. Trzeba pamiętać, że od 2000 roku OFE, a od 2003 roku ZUS wysyłają do każdego ubezpieczonego co roku informację o przekazanych na emeryturę pieniądzach. Jeśli na przesyłanych z OFE i ZUS listach widnieje poprawna wysokość i liczba składek, nie trzeba pytać pracodawcy, czy wysłał je do ZUS.
Akceptacja zasad systemu
Wyniki sondażu wskazują, że zdecydowana większość Polaków zaakceptowała zasady nowego, wielofilarowego systemu emerytalnego i opowiada się za utrzymaniem tej samej logiki w fazie wypłaty środków. Czyli – pierwszym filarem zarządza państwowy ZUS, zaś odpowiedzialność za funkcjonowanie drugiego filaru ponoszą instytucje prywatne – zarówno na etapie inwestowania składek, jak i wypłaty emerytur.
Z drugiej strony respondenci są bardzo konserwatywni, jeśli chodzi o zasady nabywania uprawnień do świadczeń (wiek emerytalny kobiet i mężczyzn, kwestia wcześniejszych emerytur). Stawia to bardzo poważne wyzwania politykom, którzy ze względów demograficznych będą musieli wprowadzać istotne zmiany w tym zakresie. Żyjemy dłużej i utrzymanie obecnego niższego wieku emerytalnego dla kobiet będzie w perspektywie kilku lat po prostu niemożliwe.
Zygmunt Kostkiewicz
wiceprezes Commercial Union Polska – Towarzystwa Ubezpieczeń na Życie
Racjonalne zachowanie
Fundusze emerytalne są postrzegane przez zdecydowaną większość respondentów jako element bezpieczeństwa emerytalnego, którego dodatkową zaletą jest zasada dziedziczenia środków. Można powiedzieć, że uczestnicy funduszy w pełni akceptują zasady funkcjonowania tego systemu, co jest szczególnie widoczne w młodszych grupach wiekowych. To bardzo pozytywne i racjonalne zachowanie. Istnienie drugiego filaru, kapitałowego, nie tylko daje znacznie wyższe poczucie komfortu klientom, ale przede wszystkim zwiększa stabilność i wypłacalność całego systemu emerytalnego.
Niepokoić może niska zdolność do gromadzenia dodatkowych oszczędności emerytalnych. Problem ten prawdopodobnie nie rozwiąże się sam wraz z poprawą na rynku pracy i rosnącym poziomem zamożności. Potrzebne są dodatkowe zachęty do oszczędzania, zarówno w formie kampanii edukacyjnych, jak i pewnych rozwiązań podatkowych.
Piotr Szczepiórkowski
prezes Commercial Union Powszechnego Towarzystwa Emerytalnego
Źródło: Gazeta Prawna
