Pożytki z używki
Kuchnia, Zdrowie
Alkohol na apetyt
Nefrolodzy już od dawna chwalą moczopędne właściwości piwa, ale największy potencjał leczniczy ma niewątpliwie czerwone wytrawne wino, z dużą ilością bioaktywnych antocyjanów (im wino ciemniejsze, tym zdrowsze, bo więcej ma tych związków). O zawartych w nim flawonoidach i korzystnym działaniu powstrzymującym rozwój miażdżycy jako pierwsi wypowiedzieli się kardiolodzy. Po nich przyszła kolej na onkologów, którzy w substancji o nazwie tanina, nadającej mu cierpki smak, odkryli z kolei zdolność wymiatania z organizmu związków mogących uszkadzać komórki.
Mimo tych obiecujących spostrzeżeń, głoszonych w oparciu o rzetelne badania naukowe, alkohol w porównaniu z innymi używkami – jak choćby czekoladą lub kawą – ma wciąż najmniej zwolenników. Stanowisko Światowej Organizacji Zdrowia pozostaje niezmienne: “Nie należy propagować rozpoczynania picia alkoholu z powodów zdrowotnych” – brzmi niewzruszona opinia ekspertów. Ale jednocześnie to samo grono przyznaje, że jeśli ktoś umie pić umiarkowanie (powiedzmy 1–2 kieliszki wina do obiadu lub kolacji), a jest zagrożony miażdżycą, nie powinien z tym przyzwyczajeniem walczyć. Zalecenie to wolno zresztą rozszerzyć na inne trunki – na przykład na wytwarzany z jabłek cydr, bogaty w antyoksydacyjne polifenole – pod warunkiem, że wyznacznikiem bezpiecznej granicy spożycia będzie ilość alkoholu. Otóż dla osiągnięcia korzyści przeciwmiażdżycowych mężczyźnie wolno wypić dwie porcje alkoholu dziennie, a kobiecie jedną (zalecenia te nie dotyczą kobiet w ciąży, które powinny unikać nawet najmniejszych ilości), przy czym 1 dawka alkoholu to ok. 12 g etanolu. Tyle zawiera przeciętnie 270 ml piwa lub 100 ml wina albo 30 ml 40-proc. wódki.
Zwolennicy totalnej abstynencji utrzymują co prawda, że dobroczynne związki przeciwmiażdżycowe zawarte w winie lub cydrze znajdują się też w owocach i warzywach, jednak zapominają dodać, że są tam obecne w złożonej postaci, co ogranicza ich dostępność. Tymczasem przynajmniej 10 proc. zawartości alkoholu rozkłada je na proste cząsteczki, dzięki czemu łatwiej się wchłaniają.
Niestety, z piciem alkoholu – podobnie jak z wieloma innymi używkami – związana jest pułapka niewidocznych kalorii. I znów wino wydaje się tu najwłaściwszym wyborem, gdyż kieliszek wytrawnego trunku zawiera ich raptem 68, natomiast 100 g wódki o mocy 32 proc. to 175 kcal, czyli tyle, ile zawierają 4 kulki lodów. Ta sama objętość likieru to już 270 kcal, gdyż do spirytusu zmieszanego z wodą dodawany jest cukier, a pół litra piwa (cukier jest w nim również!) to ponad 300 kcal. Niezależnie od tych wyliczeń, alkohol w każdej postaci pobudza apetyt, więc nietrudno zgadnąć, skąd bierze się “mięsień piwny”.
“Prawdą jest, że alkohol wielu ludziom zaszkodził, ale jakoś nikomu nie przyszło do głowy, że szkodliwe nie było używanie tego, co jest złe, ale nadużywanie tego, co bardzo dobre” – miał powiedzieć Abraham Lincoln na spotkaniu ruchu na rzecz abstynencji w Illinois w 1842 r.
Po raz kolejny wychodzi na to, że naszymi codziennymi zwyczajami żywieniowymi powinien kierować zdrowy rozsądek. Niczego nie należy raz na zawsze wykreślać z diety i do niczego też lepiej nadmiernie się nie przywiązywać.
Paweł Walewski
Źródło: Polityka
