Gwiazdowski: Tak, połączmy ZUS ze skarbówką
Emerytura, ZUS
Platforma Obywatelska chce połączyć ZUS z urzędami skarbowymi. Według posłów tego ugrupowania zmniejszy to nawet o 20-30 proc. koszty utrzymania administracji skarbowej, na którą wydaje się rocznie ok. 6,5 mld zł. Część ekonomistów ostrzega jednak, że jeśli nie będzie temu towarzyszyło uproszczenie prawa podatkowego, powstanie kolejny niewydolny gigant, a wpływy z podatków spadną. Kto ma rację?
Do dyskusji chciałbym dorzucić swoje “trzy grosze”. Rozpocznę od pewnego rozgoryczenia, że trudno być prorokiem we własnym kraju. W kwietniowym numerze “Forbes’a” z 2006 roku pisałem: “Co można naprawić w ZUS-ie? Po pierwsze, skoro do składek ubezpieczeniowych stosuje się przepisy o zobowiązaniach podatkowych, to może organy podatkowe powinny je ściągać? One i tak kochane nigdy nie będą, nic im więc już nie zaszkodzi (argument za pozostawieniem pobierania składek w ZUS-ie jest taki, że ściągalność jest wyższa niż podatków. Czy ZUS jest lepiej zorganizowany i efektywniejszy? Nie, to podatnicy płacą chętniej, bo mają błędne przeświadczenie, że odkładają na swoją emeryturę). ZUS w ten sposób zostanie poważnie odchudzony i łatwiej będzie wprowadzać w nim zmiany”.
Dobry pomysł łatwo jednak popsuć - podobnie jak to zrobił profesor Balcerowicz w roku 1998 z podatkiem liniowym, proponując jego stawkę na zbyt wysokim poziomie 22 proc. Dziś tak samo PO może popsuć projekt połączenia “ZUS ze skarbówką”. Po pierwsze, nie cały ZUS należy łączyć, tylko jego część odpowiedzialną za pobór podatków nazywanych składkami ubezpieczeniowymi. Po drugie, samo połączenie instytucji nic absolutnie nie da. Trzeba zmienić system podatkowy. Pracodawca oraz pracownik odprowadzają aż osiem różnego rodzaju składek oraz podatek PIT. Różne są podstawy naliczania poszczególnych obciążeń. Podstawą naliczania wszystkich składek (oprócz składki zdrowotnej) jest płaca brutto. Podstawą naliczania składki zdrowotnej jest płaca brutto pomniejszona o część składki emerytalnej, rentowej oraz składki chorobowej płaconej przez pracownika. Podstawą naliczania podatku PIT jest podstawa naliczania składki zdrowotnej pomniejszona o koszty uzyskania przychodu, ulgi oraz kwotę wolną od opodatkowania. Dodatkowym utrudnieniem jest konieczność obliczenia składki na PFRON. Co więcej, nie wszystkie dochody z pracy podlegają “oskładkowaniu”. Wszystkich tych obliczeń dokonuje się według skomplikowanego algorytmu, ze stosowaniem którego nie radzą sobie przedsiębiorcy i muszą zatrudniać “rachmistrzów”. Żeby miało sens łączenie instytucji, trzeba byłoby uprościć system poboru składek i podatków i co najmniej ujednolicić podstawy ich naliczania. A najlepiej byłoby wprowadzić jeden podatek obejmujący całość obciążenia z tytułu wynagrodzenia za pracę. Bo komu ma być lepiej? Urzędnikom, czy może jednak przedsiębiorcom płacącym składki i podatki?
Co więcej, jeśli PO zakłada z góry, że reforma pozwoli ograniczyć o 10 proc. zatrudnienie w ZUS i urzędach skarbowych, to natychmiast wszyscy pracownicy ZUS i skarbówki wymyślą tysiąc powodów, żeby jej nie przeprowadzać, bo się będą bali zwolnień. Więc po co o nich mówić? Zwłaszcza, że te 10 proc. wzięte jest z sufitu. Dlaczego nie 7,5 proc., albo 12 proc.? Bo “10″ wygląda ładnie. Podobnie jak “15″, a zwłaszcza “3×15″. Tylko co z tego? Zamiast zwalniać pracowników skarbówki, trzeba ich skierować do efektywnej kontroli, a w zamian za to skrócić okres przedawnienia zobowiązań podatkowych z pięciu lat do, na przykład, dwóch. I wszyscy będą zadowoleni. Całkowitą rację ma Richard M. Bird, twierdząc, że ignorowanie administracyjnego wymiaru reform podatkowych jest jednym z najczęściej popełnianych i zarazem największych błędów, wynikającym w dużym stopniu z naiwności rzeczników reform lub świadomych działań antyreformatorskich broniącej się przed zmianami administracji skarbowej, która zawsze uczestniczy w przygotowywaniu planu reform.
A już pomysł PO, żeby w ramach “upraszczania” systemu składkę zdrowotną pracodawcy przekazywali bezpośrednio do Narodowego Funduszu Zdrowia, jest całkowicie niezrozumiały. Pracodawcy płacą podatki do urzędu skarbowego, a składki ubezpieczeniowe do ZUS. Po zmianie mieliby płacić podatki i składki emerytalne i rentowe do jednej instytucji, ale składkę zdrowotną do drugiej. Czyli w dalszym ciągu płaciliby do dwóch. Po co? Składka zdrowotna obciążająca wynagrodzenia powinna w ogóle zostać zlikwidowana. I tak każdy, kto trafi do szpitala, ma zostać przyjęty, i to, czy płaci składkę czy nie, nie ma najmniejszego znaczenia. Poziom usług medycznych też nie zależy od wysokości składki. Taniej więc będzie finansować “służbę zdrowia” tak samo jak wojsko (jak służba, to służba). Można to zrobić jednym przelewem z budżetu i nie zawracać przedsiębiorcom głowy koniecznością obliczania składek.
Ale sam pomysł stworzenia jednej Agencji Dochodów Państwa jest bardzo dobry. Nie tylko dlatego, że mój.
Robert Gwiazdowski
Źródło: Gazeta Wybocza
