Cyberemeryci poskramiają piekielne maszyny
Internet
Babcie w wirtualnym świecie koloryzują jak młodzi. Wszystkie odejmują sobie po kilka latek. Wszystkie piszą, że są wysportowane.
Dość tego - stwierdziła 70-letnia Konstantyna Lachowska, gdy w marcu ubiegłego roku w sądzie spaliła się ze wstydu. Chciała obejrzeć księgę wieczystą, która była tylko w wersji elektronicznej. Usiadła do komputera i nie potrafiła nawet go włączyć. - Siedziałam jak gapa i czułam się okropnie - wspomina babcia Konstantyna.
Zapisała się na kurs komputerowy dla słuchaczy Uniwersytetu Trzeciego Wieku w Domu Kultury “Świt” na Bródnie. Po ośmiu zajęciach z dumą opowiada, że wie, jak surfować w necie. Na Boże Narodzenie wysłała kartkę elektroniczną do koleżanki z kursu. Do rodziny i znajomych napisała tradycyjne papierowe kartki. - Trzeba ocalić człowieczeństwo przed maszynami - podkreśla.
Wspomina, że najtrudniej jej było przełamać strach związany z włączeniem “piekielnej maszyny”, jaką wydawał się komputer. - Bałam się, że kliknę i coś strasznego się ukaże. Wpadałam w panikę, jak wyskakiwało okno, którego nie znałam. Komputer coś chciał ode mnie, a ja nie wiedziałam co. Dzwoniłam do kuzyna. Zawsze cierpliwie przyjeżdżał i go odblokowywał. Teraz wiem, że nie ma co się bać. Nie wybuchnie. Nie mogę go zepsuć. Najwyżej się zawiesi - śmieje się.
Gdy opowiada o wirtualnym świecie, na jej twarzy pojawiają się rumieńce. - Zapisałam się na następny kurs. Muszę się dowiedzieć, jak obsługiwać Gadu Gadu i w sieci zamówić bilety do teatru.
Cyberdziadek bez śniadania
64-letni Daniel Truszkowski, rencista z Bródna, budzi się po godz. 8 i leci do drugiego pokoju sprawdzić pocztę.
Przyszedł e-mail od nowego znajomego z Krakowa poznanego na Skypie, którego może w realu zobaczy wiosną. I od Piotrasa, 17-letniego wnuka, który pisze, że nie może przyjść, bo ma dużo zajęć w szkole, lekcje gry na gitarze i próby w zespole muzycznym.
Dopóki dziadek Daniel nie założył internetu, niewiele rozmawiał z wnuczkiem - widzieli się dwa razy w roku: na święta i urodziny. Przez internet jakoś łatwiej znaleźć wspólny język.
A dziadek idzie z duchem czasu. Na wizytówkach, które sobie projektuje, podaje numer telefonu komórkowego, adres e-mailowy i kontakt na Skypie. Ma nadzieję, że w najbliższym czasie dopisze także adres swojej strony internetowej. Jego znajomi rówieśnicy mają takie stronki. W swojej książce adresowej ma blisko pięćdziesiąt adresów e-mailowych.
Teraz musi rozesłać pocztą elektroniczną zaproszenia na wystawę. Skończony wczoraj projekt zaproszenia ma już na twardym dysku. Bo dziadek Daniel społecznie udziela się w pięciu organizacjach i przygotowuje wystawy plastyczne.
O godz. 9 wchodzi na przeglądarki z prasą. Pobieżnie czyta aktualności. Zagląda na politykę i jak zawsze żałuje. Kolejna afera. Wkurza się. Idzie zrobić kawę. Wraca z kubkiem i w wyszukiwarkę wrzuca hasło “Vincent van Gogh”. W tym tygodniu czyta biografie impresjonistów. Chciałby kiedyś pojechać na Montmartre, gdzie bywał van Gogh.
Zbliża się południe. Dziadek Daniel zaczyna być głodny, bo nie jadł przecież śniadania i ciągle siedzi w piżamie. Na koniec, na chwilę tylko, wchodzi na Skype’a. Wybiera swoją grupę wiekową. Chce sprawdzić, czy jest dostępna Wanda, znajoma z Zabrza, którą niedawno “odkrył” w internecie. Numer GG dał jej znajomy. Nie widzieli się dwa lata. Oboje są samotni. On po rozwodzie. Ona wdowa. Wczoraj w internecie przegadali dwie godziny. Dziadek Daniel ciągle jeszcze nie dowierza, że można rozmawiać za darmo i z niepokojem oczekuje rachunku.
Młodzieżowe oblicze cyberBarbary
Wieczorem na ekranie laptopa 59-letniej eleganckiej Barbary Mikołajczyk mruga żółta ikonka komunikatora internetowego Gadu Gadu. Ktoś chce z nią pogadać. Pani Barbara lubi, gdy nieznajomi zaczepiają ją w sieci. Rozmawia chętnie. Komunikator podłączyła jej siostrzenica, gdy była na święta Bożego Narodzenia. - Ona wyjechała, numer GG został. I dobrze.
Laptopa pani Barbarze w zeszłym roku na urodziny kupił mąż. Musiała się nauczyć go obsługiwać, bo wcześniej w pracy stewardesy komputer nie był jej potrzebny.
Z czasem do internetu przenieśli się jej starzy znajomi. Jak nie ma czasu zrobić herbatki dla pięciorga przyjaciół z Warszawy, gadają przez internet. Pisze do Haliny z Toronto: “Jesteś już sama? Dzieci wyjechały na narty? U nas zero śniegu. Znajomi odwołali wyjazd z góry. Nie ma sensu jechać, jak jest 10 stopni. Napisz, jak czuje się Kacper? Czy przeszło mu zapalenie gardła? Całuję”.
Krystyna z Chicago pisze, że lata po wyprzedażach. Znalazła kilka fajnych ciuchów w ich ulubionych butikach. Udało jej się złapać brązową, skórzaną torebkę od Armaniego za śmieszne pieniądze. Pani Barbara odpisuje: “Nie opłaca mi się jechać 10 godzin, żeby kupić kilka fatałaszków. Popieram polskie marki
U nas też trwają wyprzedaże. Ostatnio udało mi się znaleźć elegancką bluzeczkę. Taką wyjściową. Może założę ją dziś do Filharmonii. Znalazłam też czarny, wełniany sweter. Zimy nie ma, ale będzie pasował do spodni. Pozdrawiam”.
Pani Barbara nie tylko prowadzi życie towarzyskie przez internet. W sieci przegląda także strony galerii i muzeów z całego świata, szuka nowinek ze świata mody i urody, czyta ploteczki o znanych ludziach i wynajduje nowe przepisy kulinarne. Od niedawna robi też zakupy. Nowa zmywarka i lodówka pochodzą z internetowego sklepu. Teraz z mężem coraz poważniej zastanawiają się nad przejściem do wirtualnego banku.
Ale wieczorami, gdy nie może spać, siada do komputera i czatuje. Lubi kontakt z młodymi ludźmi. Lubi, jak zagadują, odpowiadają. Przyznaje, że zdarza jej się mówić młodzieżowym językiem, ale o konkretach nie chce rozmawiać. - Nicku nie podam - uśmiecha się zawstydzona. - Jest brzydki. Nikt by mnie o coś takiego nie podejrzewał.
