kapuscinski.jpgBrakowało mu pieniędzy na długie zdania, ale miał za to głowę pełną wiedzy i zrozumienia: taki był polski pisarz i reporter Ryszard Kapuściński, pisze niemiecki dziennik Sueddeutsche Zeitung. W swojej ostatniej książce “Podróże z Herodotem” zmarły we wtorek w Warszawie pisarz i dziennikarz Ryszard Kapuściński opowiada o tym, jak dorobek starożytnego autora towarzyszył mu we wszystkich latach jego podróży do obszarów trawionych wojnami i kryzysami.

W “Dziejach” Herodota Kapuściński dostrzegł wczesnego humanistę o szerokim spojrzeniu na świat. Przez całe życie zawodowe takie podejście charakteryzowało jego relacje z Afryki, Azji i Ameryki Łacińskiej. I tak jak Herodot dla Kapuścińskiego, tak sam Kapuściński stał się ikoną wyznaczającą kierunek dla całej generacji młodych dziennikarzy, którzy podróżowali po świecie z jego książkami w plecakach. Młodzi reporterzy zawsze, gdy natrafiali na trudności, kartkowali jego klasyczne pozycje: “Cesarza”, “Wojnę futbolową” czy “Jeszcze dzień życia”.

Oczywiście, były także inne wzory literackie – ludzie, którzy zaczęli pisać jako reporterzy. Podziwiano Ernesta Hemingwaya za jego odwagę, Gabriela Garcię Marqueza za poezję, Toma Wolfego za ton. Jednak akurat w latach po zakończeniu zimnej wojny, gdy wydarzenia na świecie następowały jak w kalejdoskopie i prawie żaden wzorzec starego świata już nie miał znaczenia, wnikliwy, pozbawiony naleciałości ideologii ogląd chaosu dokonany przez Kapuścińskiego oraz jego niezrównany sposób przekazywania maksimum informacji, klimatu i wiedzy o tle wydarzeń za pomocą minimum słów, stanowiły jeden z nielicznych punktów oparcia dający poczucie ładu.

Nikt nie mógł się z nim równać. Także dlatego, że tajemnica jego pisarstwa kryła się w życiorysie autora. Urodzony w 1932 r. jako syn pary nauczycieli w Pińsku na wschodzie Polski, wyjechał w wieku chłopięcym z rodzicami do Warszawy. Spoglądając wstecz mówił stale, że to właśnie jego dzieciństwo na obszarach należących, jego zdaniem, do najmniej rozwiniętych w Europie, rozbudziło w nim tę nienasyconą ciekawość świata.

Kapuściński studiował historię, a po ukończeniu studiów pracował dla komunistycznego pisma młodzieżowego. Już jego pierwsza relacja na temat nędzy robotników z Krakowa (z Nowej Huty – przyp. Onet) przysporzyła mu wielkich kłopotów. Został wyrzucony z pracy i musiał się ukrywać. Gdy reformatorzy przełamali opór stalinowców i specjalna komisja potwierdziła prawdziwość dziennikarskich dociekań Kapuścińskiego został on odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi.

Sednem jego twórczości są jednak lata, w których jako korespondent polskiej agencji informacyjnej PAP pisał relacje z Trzeciego Świata, przez całe dziesięciolecia spiesząc z jednej areny wojennej na następną. W drodze napisał w 1975 r. książkę, która uczyniła z niego legendę. “Cesarz” uchodzi do dziś za wzorcowy przykład literackiego przekazu idei, ponieważ jego reportaże na temat reżimu etiopskiego dyktatora Hajle Selassje odbierane były jednoznacznie jako parabola władzy polskiego Komitetu Centralnego. Natomiast reportaż “Szachinszach” z ostatnich tygodni szacha w Persji można rozumieć dziś jako ostrą analizę nadciągającego globalnego kapitalizmu.

W ciągu swojego życia Kapuściński oglądał w sumie 27 rewolucji i zamachów stanu, do tego niezliczone wojny oraz wojny domowe. Jednym z jego najmocniejszych tekstów jest wersja książkowa reportażu “Jeszcze dzień życia”, w którym opisuje, jak powoli umiera stolica Angoli, Luanda, podczas gdy nadciągają oddziały rebeliantów z organizacji Unita wspierane przez Południowoafrykańczyków. Chyba żaden inny autor nie potrafił tak zagęścić narracji. I jest na to wytłumaczenie. “W wojnie futbolowej” Kapuściński co i rusz opisuje, w jakich ekstremalnych warunkach musiał pracować jako korespondent praktycznie nieposiadający środków. Często podróżował autostopem. Gdy przesyłał swoje relacje przy pomocy teleksu lub telegrafu z któregoś z urzędów pocztowych na terenach objętych wojną, liczył każde słowo. Gdyż każde słowo kosztowało. Na długie zdania najczęściej nie starczało mu pieniędzy.

Spartańskie wyposażenie stanowiska pracy zmuszało Kapuścińskiego do bezpośredniego poznawania kraju i ludzi. Miał znacznie gorzej niż jego zachodni koledzy, którzy dysponując kontami bankowymi i dietami mogli zatrzymywać się w najlepszych hotelach, wynajmować kierowców i tłumaczy, oraz bez końca telefonować do swojego kraju. Dlatego Kapuściński we wszystkich swoich książkach zawsze staje się także częścią opisywanych historii. A ponieważ będąc korespondentem socjalistycznego państwa satelickiego najczęściej uzyskiwał inny dostęp do linii frontu, jego relacje pokazują też zupełnie inny obraz świata w latach zimnej wojny.

Jednak to nie tylko okoliczności i ciekawość czyniły z niego kandydata do literackiej Nagrody Nobla. Już pierwsze angielskie przekłady jego “Cesarza” przyniosły mu podziw zachodnich intelektualistów, takich jak John Updike, Salman Rushdie i Susan Sontag. Przenikliwemu spojrzeniu reportera i wyjątkowemu wyczuciu językowemu towarzyszył bowiem nienasycony głód wiedzy. Kapuściński wcześnie poznał literaturę światową, zaznajomił się z kluczowymi dziełami filozofów i historiografów. Gdy otrzymywał zlecenie napisania reportażu, przygotowywał się do tego ze skrupulatnością historyka. Żaden szczegół, żaden aspekt kraju, z którego pisał relacje, nie był dla niego nieważny. Z każdego jego zdania przemawiała ogromna wiedza, którą włączał, zda się bez wysiłku, w tok narracji.

Ciekawość nigdy nie opuściła Ryszarda Kapuścińskiego. Także po powrocie do Warszawy, gdy już nie spędzał większości czasu w dalekich krajach oraz na podróżach, i gdy jego życia już nie wypełniała praca reportera, ciągnęło go w świat. Dla książki “Imperium” jeszcze raz przemierzył na początku lat 90. cały Związek Radziecki. W Nowym Jorku, Paryżu i Londynie występował potem jako słynny, entuzjastycznie przyjmowany autor. Nie podobała mu się ta rola. Wolał słuchać i pozwalał innym mówić. Jednak nawet te podróże przetworzył w swoje “Lapidarium”, luźne zapiski ze wszystkich stron świata. Tylko na jedno się nigdy nie poważył – mimo swoich literackich zdolności nie zapuścił się w krainę literackiej fikcji. Rzeczywistość była dla niego zbyt ważna.

Źródło: Sueddeutsche Zeitung & onet.pl