bartoszewski.jpgWładysław Bartoszewski zawsze czymś się wyróşniał. Wyróşniał się teĹź w stalinowskim więzieniu. Do wszystkich uwięzionych oficerowie śledczy zwracali się – prośbą i groĹşbą, pokusą i pięścią – by ci zaczynali zeznawać. Tylko – głosi legenda – do Władysława Bartoszewskiego zwracali się z błaganiem: „Bartoszewski, przestańcie juĹź mĂłwić…”.

Po wyjściu Bartoszewskiego na wolność marzenie ubekĂłw i cenzorĂłw pozostało niezmienione – niech ten człowiek wreszcie umilknie! I prĂłbowali zakneblować Bartoszewskiego na róşne sposoby.

Przeczytałem niedawno w „Rozmowach z katem” Kazimierza Moczarskiego, Ĺźe z kolejnych wydań tej niezwykłej książki cenzura konsekwentnie usuwała nazwisko i pseudonim okupacyjny Władysława Bartoszewskiego. Jakby chciała usunąć go ze zbiorowej pamięci.

Szczęśliwie Bartoszewski nie dał się usunąć. Wrastał w zbiorową pamięć uparcie i coraz głębiej. Nie tylko w pamięć polską – takĹźe w pamięć Ĺźydowską, niemiecką, austriacką, europejską i światową. Dziś naleĹźy do najbardziej znanych i szanowanych PolakĂłw. I chwała Bogu.

O Władysławie Bartoszewskim najważniejsi i najwięksi ludzie naszych czasów powiedzieli i napisali już wszystko, co najlepsze i najważniejsze: że Wielkim Człowiekiem i Polakiem Jest. Przyłączamy się do tych komplementów.

Dorzućmy tylko, z kronikarskiego obowiązku i potrzeby serca, że ten niezwykły egzemplarz gatunku Homo sapiens reprezentuje rzadką miksturę cnót polskich, która powoduje, iż jest powszechnie lubiany i szanowany.

Reprezentuje pokolenie wyjątkowo okrutnie potraktowane przez historię; wywodzi się z formacji młodych Ĺźołnierzy bohaterskiej Armii Krajowej, ktĂłrzy – jak Jan JĂłzef Lipski czy Jan JĂłzef Szczepański – dochowali wierności przysiędze i nigdy nie popadli w mitomanię kombatancką ani teĹź nie odcinali kuponĂłw od własnej heroicznej przeszłości.

Reprezentuje formację katolicyzmu bez endeckiego skaĹźenia, formację patriotyzmu bez ksenofobii, otwartego na inne narody, religie, doświadczenia Ĺźyciowe. Reprezentuje – wreszcie – formację polskiego honoru wyposaĹźonego w ogromne poczucie humoru.

Wszystkim tym przymiotom dawał świadectwo permanentne, wyrzekając się nędznej mściwości. Jego publiczne wystąpienia są nieustannym głosem wdzięczności wobec StwĂłrcy za to, Ĺźe obdarzony został odwagą, szczęściem Ĺźyciowym i niebywałym cwaniactwem – w najbardziej szlachetnym rozumieniu tego słowa. O swojej strategii zmagania się z przeciwnościami losu powiadał Bartoszewski z cwaniackim uśmiechem: „Fortele, fortele…”.

bartoszewski2.jpgZaiste, trzeba było niezwykłych forteli, by wyminąć pułapki zastawiane na Władysława Bartoszewskiego przez totalitarne reĹźimy. Był więźniem Auschwitz, konspiratorem w podziemiu antyhitlerowskim, a dodatkowo człowiekiem głęboko zaangaĹźowanym w akcję pomocy Ĺťydom skazanym na zagładę. Walczył w Powstaniu Warszawskim, a potem był związany z Polskim Stronnictwem Ludowym, opozycją wobec dyktatury komunistycznej. Zapłacił za to kilkuletnim więzieniem w latach stalinowskich. Wyszedł z tego więzienia pełen optymizmu i zabrał się do przywracania prawdy o Armii Krajowej, a takĹźe o akcji pomocy Ĺťydom. W obu tych dziedzinach jego dokonania są imponujące. Co waĹźne jednak – nie uległ pokusie megalomanii narodowej i nie unikał w swym pisaniu prawd gorzkich. Przywracając pamięć o heroizmie polskim, nie godził się na zatajanie polskiego łajdactwa. Jego postawa wobec antysemityzmu zawsze wzbudzała najwyĹźszy szacunek.

Wspierał opozycję demokratyczną. Upowszechniał wiedzę o Polsce, promował dialog polsko-żydowski i pojednanie polsko-niemieckie.

Był ambasadorem, senatorem i ministrem. Jest prezesem Polskiego Pen Clubu.

Jego biografią można by obdarować pułk wojska.

No i jest facetem z twardym kręgosłupem, co niedawno udowodnił, replikując na niegrzeczne i niedorzeczne oskarżenia jednego z wysokich urzędników.

Powiedział o sobie niedawno, Ĺźe angaĹźując się w akcje przeciw antysemityzmowi, ktĂłry zatruwał PolakĂłw, walczył o Polskę z „niezatrutą duszą”. Powiedzmy wtedy, Ĺźe jest Władysław Bartoszewski tej właśnie Polski wybitnym obywatelem; obywatelem Rzeczypospolitej dusz rogatych i niezatrutych.

Mówił niedawno Władysław Bartoszewski do Michała Komara w świetnym wywiadzie-rzece:

„UwaĹźam się za patriotę. Co to znaczy? Ĺťe biorę odpowiedzialność za przeszłość mojego narodu w dobrym i w złym i za jego przyszłość, tak jak biorę odpowiedzialność za samego siebie. Patriotyzm jest dla mnie ĹşrĂłdłem godności. A poniewaĹź tak się składa, Ĺźe jestem wierzącym chrześcijaninem, to mam pewność, Ĺźe moje dobro nie moĹźe stać w sprzeczności z dobrem mojego narodu i z dobrem powszechnym. Więc jeśli jestem potrzebny, to nie powinienem się wahać.

Dla mnie patriotyzm jest wartością. To znaczy czymś pozytywnym. Postawą wolną od demagogicznych podniet, od paranoicznego węszenia za wrogiem. Postawą na rzecz czegoś, a nie przeciw komuś. Na rzecz godności, ktĂłra wiąże się nieodmiennie z szacunkiem dla ludzi innego pochodzenia, innej wiary. Bo uznanie róşnorodności kulturowej, róşnorodności pamięci pokoleń, rozmaitość tradycji wzbogaca wspĂłlnotę państwową. Na rzecz czegoś! Na rzecz szklanych domĂłw! Ja wiem, Ĺźe dziś Ĺťeromski nie w modzie, ale te szklane domy trafnie symbolizowały coś czystego, przejrzystego – przeciwstawiającego się zaduchowi, ciasnocie poglądĂłw, ciemnocie”.

Drogi Władku, jesteś dzieckiem szczęścia i mistrzem forteli. UĹźyj – prosimy – swego szczęścia i swych forteli, by wyciągnąć nas z tego moralnego błota, w ktĂłrym pogrążani jesteśmy codziennie z uporem godnym lepszej sprawy.

Tego właśnie z najserdeczniejszym pozdrowieniem życzymy Ci w dniu Twoich wspaniałych urodzin.

Adam Michnik i redakcja „Gazety Wyborczej”