sylvester_stallone_raz_1506794.jpgJest Clint Eastwood, jest Lars von Trier, ale to Sylvester Stallone rządzić będzie w tym tygodniu w naszych kinach. “Nakręcił film tak zły, że aż piękny (…). Łza się w oku kręc.i”

“ROCKY BALBOA”

“61-letni Stallone wraca z filmowych zaświatów i… wzrusza. Nakręcił film tak zły, że aż piękny. Mimo upływu czasu wciąż jest w pierwszej lidze drewnianego aktorstwa. Wciąż mówi z wygiętą groteskowo górną wargą. I wciąż - jako scenarzysta i reżyser - prawi morały o tym, że duch walki ważniejszy jest niż sława i gloria zwycięstw. Łza się w oku kręci”.

Paweł T.Felis, Przekrój

“Pomysł, aby zramolały, 60-letni, połamany artretyzmem eksbokser miał się zmierzyć i walczyć jak równy z równym z wytrenowanym czempionem wagi ciężkiej jest cokolwiek fantastyczny, stąd też i wzniosłe morały filmu (o determinacji, “sercu do walki” itp. ambaje) nie brzmią szczególnie przekonująco. Rocky Balboa nie zapomina użyć chyba żadnego schematu i emocjonalnej kliszy, jakie w tego rodzaju filmach są stosowane, ale jakoś tam się to ogląda - zwłaszcza gdy się ma sentyment do oryginału”.

Paweł Mossakowski, Gazeta Wyborcza

“To już szósty rozdział opowieści o włoskim ogierze o stalowych kopytach. 30 lat po oscarowym oryginale Sylvester Stallone zagrał w zadziwiająco dobrym powrocie Rocky’ego Balboi (…) Szkoda, że Stallone nie zdecydował się na kameralny dramat od początku, tylko uparł się, żeby ubarwić go amerykańskim snem. Byłoby ciekawiej, ale i tak jest dobrze”.

Piotr Mańkowski, Dziennik