Wesołe życie staruszka
InneDożywamy coraz późniejszych lat, jednak słowo starość coraz częściej wypada zastąpić terminem “trzecia młodość”
Czy nie lepiej od suchego zwrotu “mam 63 lata” brzmią zdania: “Mam 21 lat. Po raz trzeci”?
Tak właśnie mówi o sobie Barbara Urzykowska. Prowadzi w Londynie firmę porad finansowych i przejście na emeryturę nawet jej się nie śni. - Jestem do niej już jak najbardziej uprawniona, ale nie miałam czasu pójść do urzędu, żeby się o nią starać – wyznaje.
Mieć wolny czas mogłaby jak najbardziej, bo za przejęcie jej działalności oferowano jej już nawet 200 tysięcy funtów. - Ale ja jeszcze żyję. Póki się ruszam, chcę pracować – protestuje.
Przez cały dzień przyjmuje klientów. Bywa, że ostatni wychodzą po północy.
- Bo tylko ze mną chcą rozmawiać – śmieje się. Dodatkowo wieczorami zasiada do rachunków. W okresach wytężonej pracy kładzie się spać o świtaniu. Często udziela porad za darmo, na przykład samotnym matkom.
- Nie mam sumienia pobierać od nich pieniędzy – wzrusza się.
Swoich dzieci nie ma, ale utrzymuje intensywny kontakt z bratankami, 24-letnim Andrzejem, który skończył prawo i 26-letnim Pawłem, specjalistą od IT.
- Widujemy się prawie codziennie. Radzimy w codziennych problemach. Paweł pomaga mi w obsłudze informatycznej firmy, a z Andrzejem mam jeszcze nadzieję otworzyć biuro porad prawnych – snuje plany żywotna businesswoman.
- Ja po prostu wcale nie myślę, że jestem stara – podkreśla. Jej mama dożyła 83 lat, siostra mamy 93, a dziadek 96, więc z prostej arytmetyki wynika, że ma jeszcze przed sobą kawał życia. Jej recepta na długowieczność:
- Po prostu być aktywnym. Dopóki można, pomagać ludziom – radzi.
Hop, hop na jednej nodze
Emerytura nie może też dogonić Alana Mack-Maćkowiaka, rocznik 1916. Przed wojną trener polskiej kadry olimpijskiej przez całe życie uczył w brytyjskich szkołach wychowania fizycznego. Gdy w wieku 65 lat posłano go na spoczynek, prawdziwa aktywność życiowa dopiero się rozpoczęła.
- Ręce mi się rozwiązały. Nareszcie mogłem zacząć robić to, na co miałem ochotę, bo nie musiałem już martwić się o swoje utrzymanie – mówi.
Zaczął trenować kadrę lekkoatletyczną na politechnice londyńskiej i w klubie sportowym w Harringey. W ten sposób dochował się ciemnoskórej medalistki olimpijskiej.
- Za to wszystko nie wziąłem ani pensa. To moje hobby – podkreśla. Bardzo udziela się też społecznie. Należy do 8 różnych organizacji polonijnych. Ba, nawet im przewodzi. Na tym polu zaczyna być jednak krucho.
- Wszyscy powymierali – dziwi się. Ale dla Alana to nie problem. Właśnie przystępuje do programu zakładania w szkołach sobotnich klubów olimpijczyka, które będą utrzymywać polskie dzieciaki w tężyźnie fizycznej. Zajęcia wystarczy na trochę, bo szkół jest prawie pięćdziesiąt rozsianych na terenie całej Anglii. Gdyby tego było mało, na jesieni zabiera się do pisania książki o swoich wojennych przygodach.
- Cały mój dom zasłany jest papierami. Nie ma jak się ruszać. Zupełnie nie mam czasu dla siebie – niby to się skarży. Na aktywność fizyczną nawet w tym napiętym grafiku miejsce jednak znaleźć się musi. Codziennie rano biega 4-5 kilometrów.
- Podbiegam 300- 400 metrów, potem pompki, skłony, przysiady i dalej biegnę. To żeby płuca i ciało sprawne były – wyjaśnia. Zaznacza, że żeby ćwiczyć, nie trzeba funduszy, sprzętu ani siłowni. Wystarczy podłoga we własnym mieszkaniu.
- Pompki robić, nogi podnosić, podskakiwać: hop, hop, hop na jednej nodze, hop, hop, hop na drugiej – instruuje.
Jego recepta na długie życie w zdrowiu to nie palić, nie pić – choć tu bez przesady – i być aktywnym fizycznie.
- Do dziś nie biorę ani jednej tabletki – chwali się.
