patient_duu.jpgW szpitalach jest coraz więcej samotnych pacjentów. Rośnie bowiem liczba osób starszych, które mieszkają w pojedynkę, a wiele rodzin ze względu na pracę czy dalekie miejsce zamieszkania nie może spędzać dużo czasu przy chorych.

84-letnia Antonia przeszła operację po złamaniu kości, cierpi też na inne chroniczne schorzenia. Spędzi w szpitalu co najmniej dziesięć dni. Przez wiele godzin będzie sama. To fikcyjny przypadek, ale ilustruje coraz bardziej typową sytuację. Nie w tym rzecz, że społeczeństwo przestało nagle kochać swoich bliskich czy współczuć cierpiącym – wiele osób nie ma nikogo albo ich krewni czy przyjaciele nie mogą poświęcać im zbyt wiele czasu. (…)

Pracownicy szpitali, a zwłaszcza personel pielęgniarski, który jest najbliżej pacjentów, potwierdzają, że od kilku lat rośnie liczba chorych przebywających na oddziale samotnie – zawsze lub przez większą część czasu. Czasem dzieje się tak dlatego, że nie mają nikogo bliskiego, na przykład wiele kobiet w zaawansowanym wieku mieszka samotnie. Niekiedy pacjentami są staruszkowie mający partnera lub dorosłe dzieci o równie słabym zdrowiu, nie są więc oni w stanie siedzieć dzień i noc przy ich łóżku. Jeszcze innych dzieci, wnuki czy rodzeństwo nie mogą zbyt często odwiedzać ze względu na zobowiązania zawodowe. Przyczyną może być również fakt, że krewni mieszkają lub pracują daleko. Dziś też rodziny nie są już tak liczne, a ich członkowie nie utrzymują ze sobą systematycznego kontaktu.

– Zderza się tu kilka problemów: starzenie się ludności, czas pracy ograniczający swobodę kobiet, które były tradycyjnymi opiekunkami rodziny, oraz rozluźnienie więzów rodzinnych i społecznych, zwłaszcza w miastach – twierdzi Pilar Llompart, nauczycielka pielęgniarstwa i koordynatorka wolontariatu w barcelońskim szpitalu Vall d’Hebron.

Duże szpitale często specjalizują się w określonych jednostkach chorobowych i przyjmują pacjentów z innych miast lub regionów. Niekiedy ich pobyty są długie. Nawet jeśli chorym towarzyszy krewny, który stara się być cały czas przy łóżku, od czasu do czasu musi przecież wyjść – zauważają Llompart i Encarna Martín, pracownik społeczny oddziału internistycznego w barcelońskim szpitalu Clínic. Zdarza się nawet, że personel szpitala czy wolontariusze muszą towarzyszyć choremu na przykład w drodze do samolotu.

Llompart i Martín podkreślają, że jeśli chory ma krewnych, ci przeważnie starają się być przy nim i choć w większości sal brak wygód, zostają na zmianę na noc, zwłaszcza w przypadku poważnie chorych lub osób po operacji.(…)

Sytuacja komplikuje się, kiedy pacjent musi być często hospitalizowany – co jest coraz powszechniejsze w związku ze starzeniem się ludności i wzrostem liczby pacjentów chorych przewlekle – lub gdy pobyt się przedłuża. Nocnemu towarzyszowi, jeśli pracuje zawodowo, spędzanie wielu nocy na czuwaniu bez wystarczającego odpoczynku utrudnia codzienne życie. Dotyczy to zresztą pacjentów w każdym wieku, na przykład młodych osób po wypadku leżących wiele tygodni w szpitalu. (…)

Encarna Martín przypomina, że rodziny chorych mogą liczyć na pracowników społecznych. Pomoc krewnego jest bardziej osobista, więcej w niej czułości, zapewnia większą intymność, ale tu chodzi przede wszystkim o wsparcie psychologiczne i emocjonalne. W tej sytuacji szpitale uruchomiły mechanizmy zaradcze. Są bardziej otwarte na wizyty krewnych niż kiedyś. I rzadko się zdarza, by nie współpracowały z wolontariuszami, którzy pomagają chorym znosić długie godziny w szpitalu.

W szpitalu Bellvitge poza wolontariuszami funkcjonuje również coś, co wicedyrektor ds. administracyjnych Francesc Rillo nazywa dowcipnie usługą VIP. Pracownicy opieki przychodzą do osób samotnych lub mających specjalne wymagania. Przykładem może być staruszka, która mieszka sama, a szpital został powiadomiony przez pomoc społeczną, że nie ma ona rodziny. Albo inna starsza pani, również bez rodziny, która nie pozwalała się leczyć i prosiła o wypis. Podczas jednej z rozmów okazało się, że chciała wrócić do domu, ponieważ jej papuga została tam sama. Sprawę załatwiono jednym telefonem ze szpitala do sąsiadki.

Chorzy mieszkający samotnie to również problem dla systemu opieki zdrowotnej, czasami bowiem trzeba zatrzymać ich dłużej w szpitalu lub przenieść do ośrodka społeczno-zdrowotnego, aż będą w stanie sami o siebie zadbać. (…)

Marta Ricart
Źródło: La Vanguardia & onet.pl