Opiekunka dla brytyjskiego emeryta
InneNiemal w każdym angielskim domu opieki pracują już Polki. W tych jakże specyficznych miejscach wykazują się nie tylko doskonałymi kwalifikacjami, ale także wnoszą do nich dużo ciepła. Polskiej otwartości i serdeczności.
Europa starzeje się. Coraz więcej osób w ostatnich latach swojego życia potrzebuje opieki. Powstaje więc coraz więcej domów dla osób w podeszłym wieku. W kulturze zachodniej sporadycznie tylko pojawiają się pytania, czy wybrać dla najstarszych członków rodziny dom starców czy zapewnić im opiekę w domu. Zastępuje je pytanie “Jaki dom wybrać?” i przekonanie, że w domu opieki “będzie lepiej”. Na ogół ludzie bogaci, dla których liczy się przede wszystkim wszelka wygoda - mało czasu, uwagi i uczuć poświęcają własnym dzieciom. Grupa sowicie opłacanych opiekunek troszczy się więc o wszystko. Rodzicom zaś wydaje się, że są wspaniali, bo ich dzieciom nic nie brakuje. Tymczasem wiele z nich wychowywanych jest w pustce uczuciowej. Dlatego też, nikogo nie dziwi to, że kiedy rodzice się zestarzeją, dzieci jedyne co potrafią im zaoferować, to przeżycie “jesieni ich życia” wśród obcych opiekunek, ale za to w wytwornym pokoju.
Wraz ze wzrostem liczby osób wymagających opieki, wrasta więc zapotrzebowanie na osoby, które mogłyby ją zapewnić. Znakomite grono opiekunek osób starszych w Wielkiej Brytanii stanowią Polki.
Lśniący przykład
Podlondyńska, niewielka miejscowość Oxted. Tu, jedną ze swoich licznych rezydencji ma Muhammad Al Fayed, właściciel Harrodsa. Na obrzeżach miasteczka, pośród wzgórz stoi spory budynek, wyglądający jak dobrej klasy hotel. Napis na tablicy wjazdowej mówi jednak co innego: “Tandridge Heights. Dom opieki”. Otwarty niespełna dwa lata temu, z zauważalnym na pierwszy rzut oka sporym nakładem finansowym, jest uznawany za “lśniący przykład” domów spokojnej starości w Anglii. Pracuje w nim kilka polskich opiekunek.
Natalia ma 29 lat. Jest absolwentką polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Przyjechała tutaj jako pierwsza Polka, ponad rok temu. Znudzona monotonią nauczycielskiej pracy postanowiła zrealizować swoje marzenia o studiach w ojczyźnie Szekspira. Od września zaczyna podyplomowe studia na Wydziale Mediów i Komunikacji jednej z londyńskich uczelni. Pracuje cztery-pięć nocy w tygodniu: - Uwielbiam pracę w nocy. To daje mi niemalże nieograniczone możliwości wykorzystania czasu. Trzy razy w tygodniu chodzę na angielski do college’u, w soboty pracuję w polskiej szkole, zwiedzam Londyn, a ostatnio dostałam się na praktyki do polskiej gazety - mówi.
Kasia jest trzy lata młodsza. Pochodzi z Krakowa. Jest studentką Wydziału Prawa i Administracji Publicznej na Uniwersytecie Jagiellońskim. Do pracy w charakterze opiekunki wyjechała ponad dwa lata temu, będąc na urlopie dziekańskim. Do Anglii przyjechała nie tylko ze względów finansowych, ale po to, by poznać “wielki świat”. - Tymczasem wszystkie pieniądze tracę na bilety. Jeżdżę do Polski we wrześniu, październiku, styczniu i czerwcu, bo uparłam się, żeby skończyć studia - opowiada.
Ola ma 31 lat, jest z Gdańska, z zawodu jest weterynarzem. Dwa lata pracowała w Australii jako asystentka pielęgniarki oraz rok w Irlandii jako opiekunka w domu dla osób starszych. Świetna znajomość angielskiego umożliwiła jej otrzymanie pracy jako asystentka weterynarza w lokalnej lecznicy dla zwierząt, z której jednak nie była zadowolona. Wróciła więc do Tandridge Heights, ale już niedługo znowu zacznie pracować w wyuczonym zawodzie. Udało jej się znaleźć posadę asystentki weterynarza w pobliskim miasteczku. - Dla mnie praca tu jest tylko zajęciem tymczasowym, dopóki nie znajdę czegoś na miarę swoich ambicji i wykształcenia. Teraz, kiedy jesteśmy w Unii, nie sądzę, aby były jakiekolwiek problemy z uznawalnością mojego dyplomu tutaj - mówi.
Lucyna jest najstarsza wśród polskich opiekunek. Ma 46 lat. Polonistka i logopeda. Przyjechała pracować jako opiekunka, bo to według niej jedyne, co może robić w Wielkiej Brytanii z jej znajomością języka. Większość zarobionych pieniędzy posyła synowi, który studiuje historię. - Po ukończeniu dwóch kierunków studiów i po ponad dwudziestu latach pracy zarabiałam w Polsce 1500 złotych brutto. To po prostu śmieszne. Chciałam trochę odłożyć, ale nie wydaje mi się to teraz takie proste. Po zapłaceniu podatków, mieszkania, jedzenia, niewiele mi zostaje. Zastanawiam się nad powrotem - zwierza się.
27-letnia Marta pochodzi ze stolicy. Jest księgową. Decyzja o przyjeździe do Anglii była dla niej o tyle łatwiejsza, że jej mama, pielęgniarka w Tandridge Heights oraz brat przybyli tu rok wcześniej. - Przyjechałam tutaj ze względu na rodzinę i moją córkę Julię. Chcę, żeby chodziła do angielskiej szkoły, nauczyła się języka. Teraz jest na to najlepszy czas. Nie wiem jak długo tu jeszcze zostanę, zresztą zostawiłam kogoś bliskiego w Warszawie… - wyznaje.
Ania - pedagog, jest rówieśniczką Marty. Przyjechała do Oxted jako opiekunka do dzieci. Przez pewien czas pracowała jako kelnerka w najsłynniejszym lokalnym pubie, w końcu trafiła do Tandridge Heights. - Podoba mi się to zajęcie, nie jest ciężkie. Ale już niedługo zaczynam pracę na Gatwick. W college’u, w którym uczy się angielskiego, zaliczyła także kurs dla pracowników portów lotniczych. Wbrew pozorom nie było trudno dostać posadę.
