Ta praca zabija uczucia!

Mimo, że polskie opiekunki w swoją pracę wkładają sporo serca i wysiłku, wiele z nich traktuje ją tylko jako zajęcie tymczasowe. Poszukiwanie “normalnej” pracy jest stałym tematem rozmów wśród opiekunek. Zajmowanie się starymi ludźmi nie jest najbardziej pożądaną przez potencjalnych pracodawców pozycją w CV. Bo jakimi umiejętnościami może poszczycić się osoba zatrudniona na stanowisku care assistant? Umiejętnością podawania herbaty, poprawiania poduszek, odpowiadania na dzwonki z żądaniami o najbardziej absurdalnych rzeczy, które wymyślili sobie rezydenci domu?

Pracodawcy nie biorą bowiem pod uwagę tego, że wiele dobrych opiekunek posiada jednak wiele cennych umiejętności. Niekoniecznie związanych z pracą, ale na pewno z obcowaniem z innymi ludźmi. Niemal wszystkie z nich są niezwykle cierpliwe, potrafią pocieszyć, współczuć (nie mylić z litością!), wymyślać przyczyny nieobecności mamy (w przypadku pacjentów z demencją) czy nieobecności dzieci (w przypadku pacjentów z jasnym myśleniem).

Dziewczyny często mają także świadomość tego, że wykonują zajęcie poniżej swoich kwalifikacji. Z nauczycielek, księgowych, lekarzy stały się osobami, które muszą odpowiadać na zachcianki dobrze sytuowanych pensjonariuszy. Nie są jednak załamane, mają swoje plany, marzenia, do których wytrwale dążą. Praca w domu opieki jest dla nich tylko krótkim etapem życia, dopóki nie podszkolą języka i nie znajdą czegoś na miarę swoich ambicji lub nie zarobią wystarczająco dużo, by wrócić do Polski i zacząć lepsze życie.

- Mam dosyć! Ta praca zabiła we mnie wszystkie pozytywne uczucia. Na początku, gdy zaczynałam, byłam bardzo wrażliwa. Teraz mam ochotę zamordować wszystkich pensjonariuszy - denerwuje się Kasia.

Wtóruje jej Lucyna: - Najgorzej jest, kiedy robią pod siebie…

Podobne chwile miewa większość opiekunek. Po chwili przychodzi jednak opamiętanie.

Obce ciało, niedobra herbata

Najtrudniejsze dla opiekunek jest pierwsze zetknięcie się z obcym, starym ciałem. Większość z nich to około dwudziestoletnie dziewczyny, które pomimo zapewnień podczas rozmowy kwalifikacyjnej o wieloletnim doświadczeniu, nie miały zbyt wiele wspólnego z opieką nad starszymi. Dotykanie starczego, pomarszczonego ciała na początku, jest więc dla wielu szokiem. - Z czasem, podczas mycia przestaje się zakładać gumowe rękawiczki, traktuje się ciała umierających ludzi niemalże tak samo, jak własne, zna się na pamięć fakturę skóry. - W końcu stykamy się z nimi niemal codziennie - mówią opiekunki.

Dziewczyny często przygnębia także fakt, że starych ludzi, którymi się opiekują, nikt nie chce. - Ja nie mogłabym oddać swojej mamy do domu starców - mówi Kasia.

Polka ciężko znosi także fakt, że w domu ciągle ktoś umiera.

- Za każdym razem, kiedy któryś z mieszkańców umrze, czuję, że później mnie nawiedza, gdy jestem sama. Dlatego ciągle szukam towarzystwa - mówi.

Jej koleżanka Natalia czasem żartuje, że wszystko, dlatego że Kasia była dla nich zbyt okrutna. Obie zgodnie przyznają, że nie zawsze praca z pensjonariuszami jest miła i przyjemna. Czasem, choć chciałoby się na kogoś krzyknąć lub tupnąć, trzeba spełnić jego zachciankę.

- Czasem naprawdę trudno wytrzymać. Oni nie są w stanie sami nic zrobi. Ciągle czegoś chcą. No i są gotowi cię zabić, jeśli podasz im niesmaczną herbatę - zwierza się Kasia.

Dziewczyny dodają, że wbrew powszechnym opiniom, w tej pracy wspaniale realizują się mężczyźni. Są bardzo często znacznie bardziej cierpliwi, wrażliwsi i delikatniejsi od kobiet - opiekunek.

Mimo że Polki zapewniają podstarzałym Brytyjczykom znakomitą opiekę, większość z nich jest zdania, że swoich rodziców z pewnością nie oddaliby do domu opieki. Ot, choćby dlatego że są katolikami, a czwarte przykazanie mówi: “Czcij ojca swego i matkę swoją”. Brytyjczykom nawet katolicyzm nie przeszkadza w zrezygnowaniu z osobistego zajmowania się matką czy ojcem w podeszłym wieku. Większość z nich za chrześcijańskie uważa oddanie ich w “lepsze ręce” opiekunek.

- Gdy moja babcia była tak schorowana, że nie mogła już nic sama zrobić, postanowiliśmy znaleźć jej jakiś dom opieki. Byliśmy zdruzgotani wizją zostawienia tak bliskiej nam osoby w domach, które widzieliśmy. Polskie domy starców to po prostu “przechowalnie” - mówi Marta.

- Domów opieki w Polsce zupełnie nie można porównać z angielskimi. Tutaj każdy ma swój pokój z łazienką, a u nas staruszkowie muszą leżeć na sali kilu - albo i nawet kilkunastoosobowej dodaje Lucyna.

Ola przypomina zaś o czynniku finansowym. - W Polsce płaci się 1000 złotych za miesiąc, a tutaj 1000 funtów za tydzień. Dlatego Anglicy muszą sprzedawać domy, w których dorastali, żeby pokryć koszty pobytu ich rodziców w domach starości. Tak samo jest w Australii i w Irlandii, gdzie pracowałam - wylicza.

Strony: 1 2 3