cuban_d.jpgRewolucyjne władze Kuby cieszą się z długowieczności swoich obywateli. Problem w tym, że ubogi i pogrążony w kryzysie kraj może mieć problemy z utrzymaniem tak wysokiego odsetka ludzi starszych.

24 grudnia Vitalina Garrido skończy sto lat. Jest zdrowa jak ryba. Korzysta z każdej okazji, by zatańczyć – a tańczy po mistrzowsku. Śpiewa w grupie kobiecej Las Mulatas del Son (Mulatki Dźwięku), leczy chorych za pomocą specjalnych maści i codziennie szyje na maszynie. Zapewnia, że nic ją nie boli. Doskonale słyszy i nie używa okularów. Chętnie się śmieje, co z pewnością jest jedną z tajemnic jej świetnego stanu zdrowia w tak zaawansowanym wieku. Fakt, że mimo upływu lat zachowała witalność, nie jest na Kubie czymś nadzwyczajnym: mieszkańcy karaibskiej wyspy są wyjątkowo odpornym narodem.

Vitalina potrzebowała pomocy tylko przy narodzinach pierwszego ze swych 21 dzieci (dziewięcioro z nich zmarło w okresie niemowlęcym), przy drugim już poradziła sobie sama. Zawsze własnoręcznie przecinała pępowinę, a na drugi dzień po porodzie wracała do pracy w polu w dzikich górach prowincji Guantanamo. Całe życie spędziła z jednym mężczyzną, ojcem wszystkich jej pociech, który zmarł w wieku 108 lat. Obecnie Vitalina mieszka w wiosce Guanacón na obrzeżu miasteczka Baracoa wraz ze swoim najstarszym, osiemdziesięcioletnim synem.

Staruszka mówi z dumą o swoim życiu: – Wychowałam wszystkie swoje dzieci, wyrywając dzikie zielska i sadząc jukę, banany, fasolę, pomidory i papryczkę chili. Kiedy mój mąż sadził sto roślin, mnie udawało się posadzić ich dwieście – opowiada. I łatwo w to uwierzyć patrząc z jaką zręcznością porusza się w wieku 99 lat.

Vitalina Garrido pracowała przez długi czas jako położna, a do dziś praktykuje medycynę naturalną. Specjalizuje się w leczeniu wrzodów skórnych i dolegliwości gastrycznych, które umie łagodzić za pomocą ziół i masaży. Jako wprawna masażystka otrzymała tytuł rehabilitanta i jak mówią miejscowi, pacjentów jej nie brakuje.

Kilka kilometrów od domu Vitaliny mieszka kolejny dowód łaskawości matki natury, Zoilo Lovaina. Ma równie spokojną i pogodną twarz jak jego sąsiadka. Zoilo skończył osiemdziesiąt lat, choć patrząc na jego muskulaturę, cerę czy włosy, dałoby mu się o wiele mniej. Pracuje w Rancho Toa na brzegu rzeki o tej samej nazwie, przez którą codziennie przewozi turystów na swojej łódce z drewnianych bali. (…)

Zoilo dochował się dwudziestu pięciu pociech i bez najmniejszego skrępowania mówi, że „jest” z czterema kobietami: swoją prawowitą małżonką, piątą z kolei, która ma 45 lat, oraz z trzema kochankami czy, jak to określa, „narzeczonymi”. Zaklina się, że między paniami nie ma spięć: – Dobrze się dogadujemy – mówi z pełną powagą i wyraźną satysfakcją. Ten typ rozwiązłości (by nie powiedzieć ukrytej poligamii) jest nieobcy wielu Kubańczykom, choć oczywiście trudno określić dokładnie skalę tego zjawiska.

Zoilo ma indiańskie rysy, podobnie jak wielu tutejszych mieszkańców, i olśniewa wszystkich uśmiechem od ucha do ucha. Wydaje się, że ten uśmiech nigdy nie znika z jego twarzy. Trudno wyobrazić sobie, by czymkolwiek się martwił: jest żywym dowodem na to, że śmiech idzie w parze z długowiecznością.

Władze Kuby z dumą podkreślają fakt, że mieszkańcy wyspy cieszą się długim życiem. Faktycznie oficjalne dane potwierdzają, że jest z czego być dumnym. Średnia długość życia na wyspie wynosi 77 lat. W kraju liczącym jedenaście milionów mieszkańców około 3 000 osób skończyło sto lat. W 2006 roku najstarszym na świecie człowiekiem był właśnie Kubańczyk: nazywał się Benito Martínez Abogán, zmarł w grudniu w wieku 126 lat.

Od 2004 roku działa na Kubie Klub 120-latków. Założył go doktor Eugenio Selman, chirurg należący przez jakiś czas do grupy osobistych lekarzy Fidela Castro. Organizacja ta zajmuje się nie tylko starszymi ludźmi – zachęca do dbania o zdrowie od pierwszych chwil życia, z myślą o dobrej starości. Dzięki staraniom Selmana począwszy od 2003 roku na Kubie organizowany jest coroczny kongres na temat zadowalającej starości, który zdążył już zdobyć rozgłos w świecie. – Nasza filozofia opiera się na przekonaniu, że można dożyć 120 lat bez większego wysiłku i wyrzeczeń – zapewnia lekarz.

Selman (77 lat) podkreśla, że wprowadzony przez rewolucję system zdrowotny i system ubezpieczeń zapewniają starszym osobom dobrą opiekę. Zwraca też uwagę na fakt utworzenia i nieustannego ulepszania tak zwanych grup ds. osób starszych, składających się z lekarzy oraz pracowników społecznych (jedna grupa przypada na 500 do 1 000 mieszkańców). Selman wspomina też o mechanizmach ubezpieczeń opartych na fundamencie solidaryzmu społecznego, o związkach zawodowych emerytów oraz innych sposobach pomagających utrzymać aktywność starszej części społeczeństwa.

Ale owe dane demograficzne cieszą mniej w obliczu kryzysu gospodarczego, w jakim Kuba pogrążyła się po upadku Związku Radzieckiego, wraz z zaostrzeniem amerykańskiego embarga. Starzenie się społeczeństwa, spowodowane dramatycznym spadkiem liczby urodzin, nie tylko utrudnia opiekę nad ludźmi starszymi, grozi też zadłużeniem i finansowym paraliżem kraju. Jeśli już dziś proporcja Kubańczyków w wieku ponad 60 lat przekracza 15 proc., w 2020 roku wskaźnik ten wyniesie ponad 21 proc. I trudno powiedzieć, czy należy uznać to za sukces, czy problem.

Fernando Garcia
Źródło: LA VANGUARDIA & onet.pl