Już wiadomo, że z dokończeniem reformy emerytalnej rząd PiS raczej nie zdąży. Jaki może być efekt? Miliardowe wydatki z budżetu, protesty związkowców i sądy zablokowane pozwami od przyszłych emerytów.

PiS mógł składać wiele obietnic, które mógł realizować lub nie, np. tę o 3 mln mieszkań. Ale reformę emerytalną dokończyć musiał. Reformę wprowadził w 1998 r. AWS-owski rząd Jerzego Buzka. Od lat spada w Polsce przyrost naturalny, rośnie liczba emerytów. To grozi bombą demograficzną - nie będzie komu pracować na coraz większą rzeszę emerytów.

Aż 47,2 proc. Polaków w wieku produkcyjnym nie pracuje. Dlaczego? Bo idziemy na wcześniejszą emeryturę.

Reforma miała skrócić listę zawodów uprawnionych do wcześniejszej emerytury i dzięki temu przynieść oszczędności. Twórcy reformy uznali jednak, że ze względu na prawa nabyte nowe zasady będą obowiązywać dopiero od 1 stycznia 2008 r.

Kolejne rządy odwlekały jednak opracowanie nowej ustawy. Aż padło na PiS, który czekać już nie może.

Jeszcze w ubiegłym roku premier Kazimierz Marcinkiewicz deklarował, że “wszystko będzie załatwione”. Podobne deklaracje składali potem wicepremierzy Ludwik Dorn, Przemysław Gosiewski, wreszcie premier Jarosław Kaczyński.

Tymczasem do krytycznego 1 stycznia 2008 r. zostały cztery miesiące, a rząd jest w lesie. Nowej ustawy emerytalnej nie ma nawet w Sejmie.

Poszkodowani nr 1: nauczyciele

Emerytalne zamieszanie już odbija się na nauczycielach, największej grupie zawodowej (500 tys. osób), która z wcześniejszych emerytur korzysta. Rząd wiele im obiecuje, ale z realizacją obietnic jest marnie. Nauczyciele nie wiedzą, czy aby zachować prawo do wcześniejszej emerytury, muszą już teraz zwalniać się z pracy, czy mogą jeszcze pracować.

Teraz na wcześniejsze emerytury przechodzą na podstawie obecnej Karty nauczyciela. Ale od przyszłego roku będzie obowiązywała nowa, mniej korzystna jej wersja. Nauczyciele z 30-letnim stażem (około 40 tys. osób), chcąc mieć 100-proc. pewność wcześniejszej emerytury, musieliby więc przejść na nią w tym roku. A to oznacza złożenie wypowiedzenia do końca maja, bo dyrektorzy szkół muszą przecież zaplanować kadry na następny rok szkolny. Na wszelki wypadek nauczyciele zaczęli składać wymówienia z pracy, choć wielu z nich straci na tym finansowo (emerytura to średnio 1250 zł brutto, a pensja - ok. 1800 zł).

Rząd obiecywał specjalną nauczycielską ustawę do czerwca, potem do sierpnia. I wyrobił się nawet w drugim terminie - tyle że ustawa wciąż leży w Sejmie i nie wiadomo, czy posłowie się nią zajmą na najbliższym posiedzeniu 22 sierpnia - wszak głowę zaprzątają im bardziej wcześniejsze wybory, rozpad koalicji i komisja śledcza.

Tymczasem dyrektorzy szkół pod koniec przyszłego tygodnia zwołują rady pedagogiczne i muszą wiedzieć, kto będzie na pewno pracował od września.

- Nauczyciele już deklarują, że będą składać pozwy sądowe przeciwko państwu, które zrobiło im wodę z mózgu - mówi Sławomir Broniarz, szef Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Poszkodowani nr 2: właściciele firm

Reforma emerytalna zakłada zmniejszenie liczby zawodów uprawnionych do wcześniejszej emerytury i nowe zasady obliczania emerytur. Na nowe będzie się składać państwo i pracodawcy. Wspólnie będą wpłacać pieniądze na tzw. fundusz emerytur pomostowych. Pracodawca będzie musiał odprowadzić 3 proc. z pensji brutto każdego pracownika.

I tu pojawia się problem, a nawet kilka problemów. Po pierwsze - nie ma jeszcze nowej ustawy emerytalnej. Ale nawet jeśli powstanie, to ZUS i tak nie będzie w stanie przygotować od 1 stycznia 2008 r. Funduszu Emerytur Pomostowych. Prezes ZUS Paweł Wypych mówi, że najwcześniej będzie on gotowy w kwietniu.

ZUS tłumaczy że pracodawcy będą płacić za kilka miesięcy wstecz, dopiero wtedy, gdy system będzie sprawny. A zatem w kwietniu 2008 r. pracodawca zatrudniający stu pracowników będzie musiał zapłacić za nich składki za styczeń, luty i marzec. Firmy narzekają, że nie będą w stanie zgromadzić tak dużych pieniędzy. Tym bardziej że nie wiadomo, czy zaległe składki będą płacić z odsetkami, czy bez (odsetek chciał odwołany w poniedziałek wiceminister pracy Romuald Poliński, przeciwny temu jest prezes Wypych).

- W takich warunkach nie można prowadzić biznesu, firmy na opłacenie składek będą musiały zaciągać kredyty - narzekają pracodawcy.

Ale czy Fundusz Emerytur Pomostowych ma w ogóle szanse powstać w kwietniu? To kolejny duży projekt informatyczny, a ZUS od ośmiu lat ZUS męczy się ze swoim systemem komputerowym i do dziś z powodu błędów w systemie nie przelał wszystkim ubezpieczonym składek na indywidualne konta emerytalne w OFE. A im mniej Polacy mają pieniędzy na koncie, tym OFE słabiej je pomnażają. A to oznacza, że nasze emerytury będą niższe. Tu jednak państwo nie mówi ani słowa o karnych odsetkach za opóźnione wpłaty do OFE.

Gorąca jesień na Wiejskiej

Najważniejsze jednak dla losów reformy jest przyjęcie nowej ustawy emerytalnej (tzw. pomostowej). Jej projekt rząd przygotował trzy miesiące temu. Od dwóch miesięcy konsultuje ją ze związkowcami i pracodawcami z Komisji Trójstronnej. Bez efektów.

Tymczasem według rządowych założeń i tak wszystko ma się odbywać rzutem na taśmę - parlament ma przyjąć ustawę we wrześniu, do końca listopada ma ją podpisać prezydent. Ten plan może zburzyć każde niespodziewane zdarzenie. Na przykład wybory.

Jeśli do nich dojdzie, nowy Sejm zbierze się najwcześniej pod koniec roku. Wtedy nie będzie już czasu na dyskusje o emeryturach, głosowania, wysłanie ustawy do Senatu. O reformie emerytalnej możemy wtedy zapomnieć.

PiS czekał na ostatnią chwilę i bał się podejmować niepopularne decyzje. I przez to czeka nas gorąca końcówka roku.

Jesienią pod Sejmem na Wiejskiej można spodziewać się związkowych protestów przeciwko odbieraniu przywilejów emerytalnych. Jeśli bowiem nowa ustawa o wcześniejszych świadczeniach nie zostanie uchwalona do końca roku, wszyscy automatycznie stracą prawo do wcześniejszych emerytur. Zarówno ci pracujący w mało uciążliwych warunkach (np. kasjerka PKP), jak i ci, którym się ten przywilej należy, choćby pilot samolotów czy hutnik. Każdy Polak będzie musiał pracować do 60. (kobiety) lub 65. roku życia (mężczyźni).

Posłowie nie będą mieli wyjścia - przerażeni protestami związkowców przedłużą obowiązywanie obecnych wcześniejszych emerytur o kolejny rok. To można zrobić w ciągu jednego posiedzenia Sejmu. Nie wymaga to dyskusji czy konsultacji.

Tyle że budżet państwa - czyli nas wszystkich - będzie to kosztować dodatkowe 15 mld zł.

Źródło: Gazeta Wyborcza