Doświadczeni pracownicy ubolewają nad tym, że nie mają takiej siły przebicia i tupetu jak młodsi. Ci z kolei zazdroszczą starszym, że szef pozostawia ich praktycznie bez nadzoru, a starsi koledzy znajdują w pracy czas nie tylko na wyjście do toalety i szybki lunch, ale też pogawędkę z szefem, pouczanie młodszych, monologi o upadku etyki pracy, kawę z pracownikiem innego działu. I o dziwo, wyrabiają się ze wszystkim. A najnudniejsze zadania, nad którymi inny ślęczałby godzinami, wykonują jakby od niechcenia…

Wzajemne pretensje

“Młodzi prężni” w głębi ducha uważają “starych” jako osoby “na wylocie”, szczytną chęcią dotrwania do emerytury blokujące etat, na który można by wkręcić kolegę ze studiów. Nie bez znaczenia jest też delikatna zawiść: “starzy” są praktycznie nie do ruszenia, spokojnie dotrwają do emerytury, zaś młodzi w przypadku redukcji etatów czy szeroko rozumianej reorganizacji firmy polecą pierwsi.

“Starych” drażni bezczelność i pewność siebie młodych. Także traktują ich protekcjonalnie (chyba, że młody pracownik wejdzie dobrowolnie w rolę “materiału do obróbki”, podda się radom i światłemu kierownictwu starszego). Poza tym jakoś nieufnie patrzą na studia zaoczne, które pozwalają podjąć pracę w firmie. Kiedyś takie studia były zarezerwowane dla tych, którzy byli zbyt mało zdolni czy pracowici, by zdać egzamin na oblegane studia dzienne. A taki dzieciak zamiast słuchać starszych, od których mógłby się czegoś nauczyć, lansuje własne pomysły i uważa, że zjadł wszystkie rozumy.

Różnice wieku nie rzucają się tak w oczy w branży kulturalnej, twierdzą zgodnie dwaj jej przedstawiciele - jeden z nich nie skończył jeszcze trzydziestu lat, drugi jest już grubo po pięćdziesiątce. Wspólnie organizujemy festiwal, wystawę zdjęć czy promujemy młodego reżysera, pozornie nie ma podziału na starszych i młodszych, lecz mniej i bardziej zaangażowanych, mniej i bardziej aktywnych, mniej lub bardziej skłonnych do poświęceń życia prywatnego i rodzinnego. Jednak w tych środowiskach zawsze była luźniejsza atmosfera, mniejsze przywiązanie do form. W ich małym światku wszyscy są na “ty”.

Za to wiek i doświadczenie bardzo liczą się w wydawnictwach książkowych, które już od dawna istnieją na rynku i cieszą się pewną renomą - takich jak PWN czy WSiP. Na “stare wygi”, czyli redaktorów starej daty wszyscy patrzą z podziwem. Ci potrafią wychwycić drobiażdżki, które łatwo przeoczyć. Z wiekiem i doświadczeniem nabierają szlachetnej rutyny czy może lepiej: trochę nonszalanckiej biegłości w wykonywanym zawodzie.

Strony: 1 2 3 4