Istnieje przekonanie, Ĺźe starzenie się to Ĺźaden problem. „Sześćdziesiątka to tak, jak kiedyś czterdziestka”, „Pięćdziesiąt to dziś dwadzieścia jeden lat” – czytamy w gazetach. SpĂłjrzcie na wspaniałe wzory do naśladowania dla starszych kobiet! Wszystkie moĹźemy takie być!

Nie wszystkie. Prawdziwe kobiety nie mają do dyspozycji armii ludzi, którzy nadadzą im wspaniały wygląd. I nie stosują opalania natryskowego. Bądźmy realistkami: wszystkie musimy się zestarzeć. Nie unikną tego nawet supergwiazdy opierające się upływowi lat. Mamy zatem dwie możliwości: biadolić i lamentować albo starać się znaleźć sposób zachowania formy i zdrowia, jak długo się da.

Jest wprawdzie jeszcze jedna opcja, ale myśl o usuwaniu kawałków tkanki z twarzy i ciała w obawie przed starością jest tak potwornie głupia, że odsunę tę sugestię na bok z niesmakiem i powrócę do rozwiązań zdroworozsądkowych.

Dla „babyboomers”, czyli osĂłb urodzonych w latach 1945-1965, największym problemem jest przyznanie, Ĺźe się starzejemy. Wciąż wydaje się nam, Ĺźe moĹźemy wszystko. Jesteśmy sprawne, szybkie i większość z nas wciąż pracuje. Być moĹźe jesteśmy babciami, ale obruszamy się na przypuszczenie, Ĺźe trzeba do nas mĂłwić głośno i wyraĹşnie lub Ĺźe naleĹźy nam oferować przywileje związane z podeszłym wiekiem. Pamiętacie, jak wyśmiano skierowaną do kobiet po pięćdziesiątce propozycję wymiany wyślizganych kapci na bezpieczniejsze?

Nawet jeśli wydaje się nam, że dzięki lycrze prezentujemy się bardzo zgrabnie, z pewnością nie wyglądamy już na 18 lat. Ale jeśli jakieś pokolenie ma szansę wbiec w lata emerytalne z dobrym wzrokiem i pełnym uzębieniem, to właśnie nasze.

Jesteśmy bombardowane poradami dotyczącymi zdrowia od wczesnej dorosłości, kiedy sięgałyśmy po jogurt i gruboziarnisty chleb i brałyśmy przykład z Jane Fondy. Niestety, porady te były na ogół dość mgliste – „ćwicz”, jedz „zdrowo”, „zachowuj sprawność umysłową” – lub wręcz nawzajem się wykluczały.

WeĹşmy na przykład „powaĹźne ostrzeĹźenie” o alarmującym wzroście zachorowań na raka skĂłry będącego następstwem opalania się. Ale dowiedzieliśmy się teĹź, Ĺźe nasz organizm potrzebuje witaminy D, ktĂłrą zawdzięczamy słońcu.

Pamiętacie ten raport, który informował, że czerwone wino jest korzystne dla kobiet po menopauzie? (Odnotowałam to z wielką satysfakcją). Ale potem okazało się, że wcale nie. Podobno wolno nam pić tylko jeden kieliszek na dwa tygodnie, a to jest kompletny absurd.

Naukowcy, zdecydujcie się! Ale skoro oni nie potrafią, to my musimy. Co naszym zdaniem pomaga? Dlaczego eksperci, statystycy i naukowcy mieliby wiedzieć lepiej niż te z nas, które żyją już co najmniej pół wieku?

Jestem najstarsza z czterech sióstr, a każda z nas jest po pięćdziesiątce. W zeszłym miesiącu spędziłyśmy razem tydzień w Grecji, ucząc się żeglować. Bardzo imponowała nam nasza wytrzymałość i sprawność i dziękowałyśmy szczęśliwym gwiazdom, że nasza matka, obecnie po osiemdziesiątce, dała dobry przykład i do niedawna jeszcze uprawiała ćwiczenia fizyczne. Ale są i inne zdroworozsądkowe wskazówki, co do których żałowałyśmy, że nie znałyśmy ich wcześniej.

Kiedy kapitan jachtu zapytał moje siostry, jak określiłyby mnie jednym słowem, odparły chĂłrem: „Apodyktyczna”. I dlatego nazwałam poniĹźszy przewodnik dla starzejących się kobiet „Dwanaście zdroworozsądkowych wskazĂłwek apodyktycznej starszej siostry”.

Strony: 1 2