rece111.jpgZiarnica to straszna choroba.

Pani Katarzyna mówi, że przebieg bardzo przypomina AIDS. Pobyt w szpitalu, chemia, powrót do domu, pogorszenie i od nowa.

Gdy mama nie mogła już normalnie jeść, pani Katarzyna wstawała raniutko, gotowała cielęcinę, miksowała. A potem pędziła do szpitala.

- Jak ją karmiłam i widziałam niesmak na jej twarzy, to szłam do innego pokoju i płakałam. Ale jej tego nie okazywałam. Tak samo jest teraz z ojcem.

Po wizycie w szpitalu szła do pracy i koło 16 znów była u mamy. Karmiła ją, myła i wieczorem wracała do domu.

- Rodzeństwo gdzieś się pochowało. Dzwoniłam, prosiłam, przyjechali na tydzień przed śmiercią.

- A ojciec?

- Mówiłam, żeby pojechał do szpitala, ale tłumaczył, że nie ma czasu. Mówił, że wydziwiam z tym miksowaniem. Raz zrobiłam mu awanturę. Na drugi dzień kupił czekoladki i poszedł do mamy. Wrócił zły, bo mama nie chciała jeść słodyczy.

Pani Katarzyna mówi, że po śmierci mamy ojciec się załamał.

- Nie widziałam go nigdy płaczącego.

Mówi, że zrobił się bezradny.

- Siedział od rana do wieczora w zakładzie i już nie musztrował pracowników.

I codziennie chodził na cmentarz.

Pani Katarzyna pomyślała wtedy, że między rodzicami była więź, której ona jakoś nie zauważyła.

- I wtedy go rozpuściłam. Nie lubię piec, ale wiedziałam, że lubi ciasta. Nie przepadam za gotowaniem, ale robiłam dla niego gołąbki i zrazy.

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10