142133.jpgUmieralnia

Domy opieki nie są jednakowe. W tych lepszych są zajęcia świetlicowe, telewizor w każdym pokoju, wspólne wycieczki i spacery po otaczającym dom opieki parku.

- Ja pracowałam w gorszym domu opieki - mówi Joanna. - Obyś się tam nigdy nie znalazł, nie życzę ci tego. Bieda z nędzą. Ludzie z alzheimerem leżą godzinami w łóżku, mają odleżyny, brakuje personelu, więc dziadki taplają się we własnych odchodach. Koszmar. Nikt do nich nie przychodzi, bo rodzina pozbyła się kłopotu i już. Zostawiła dziadka tak jak się zostawia psa przed wyjazdem na wakacje. No a potem jest już tylko czekanie na śmierć. Dla tych ludzi nie ma już życia, siedzą sobie i odmawiają różaniec.

Nie zawsze jest tak tragicznie, jak opowiada Joanna. W jednym z domów opieki w zachodniej Polsce zaproponowano starym schorowanym ludziom dość zaskakującą terapię.

- Wiem, że może się to wydać dziwne - mówi pani Wiktoria, emerytowana nauczycielka. - Zaproponowałam tym ludziom zajęcia dogoterapii. Mam ukończony kurs i prowadzę takie zajęcia z niepełnosprawnymi dziećmi. Pomyślałam, że nic nie stoi na przeszkodzie, by spróbować tego samego z osobami starszymi. Oczywiście forma jest trochę inna - osiemdziesięciolatka z artretyzmem nie będzie bawić się z psem tak jak dziecko, ale może przynajmniej rzucić psu piłkę i on ją przyniesie z powrotem. Wydaje się, że to niewiele, ale oni czekają na moje wizyty, czekają, kiedy do nich przyjdę. Nie ma dla nich nic ważniejszego.

Kiedy człowiek ma osiemdziesiąt lat i myśli już tylko o przeszłości, to wizyta opiekunki z wyszkolonym do zabaw psem może być dla niego wydarzeniem i przeważnie jest, szczególnie kiedy prócz tej opiekunki nie pojawia się nikt z krewnych ani żadne z dzieci.

Strony: 1 2 3