142133.jpgPoświęcenie

Kiedy już ktoś zdecydował się na oddanie rodzica do domu opieki, powinien mieć chociaż na tyle przyzwoitości, żeby pojawić się przynajmniej raz w tygodniu i porozmawiać z matką czy ojcem. Wielu osób na to nie stać. Czy ich potępiać? Niektórych tak, ale czy wszystkich?

- Powiem ci tyle, że mój tata, do którego byłam bardzo przywiązana, zamienił się na starość w potwora - mówi Anna. - Poświęciłam dla niego całe życie, mój maż zrobił to samo i dzieci również. Kiedy wracały ze szkoły, najważniejsze było zajmowanie się dziadkiem i realizowanie jego potrzeb. Ojciec miał coraz dziwniejsze zachcianki, coraz bardziej szalone. W końcu zaczął uciekać nam z domu, a kiedy go sprowadziliśmy, oskarżył nas o to, że zabieramy mu pieniądze. Kiedy ktoś do nas przychodził, mówił, że głoduje, że nie dajemy mu jedzenia albo dajemy gorsze, źle ugotowane. Skarżył się sąsiadom, w jak okropnych warunkach przyszło mu żyć. Sąsiedzi, nie wszyscy, ale znaleźli się tacy, wierzyli mu i wzywali policję. Twierdzili potem, że znęcamy się nad ojcem. W końcu nie wytrzymaliśmy i postanowiliśmy umieścić go w domu opieki. To bardzo dobry dom, jest własnością Kościoła, ale nie prowadzą go siostry zakonne. Ojciec miał łzy w oczach, kiedy wsiadał do samochodu, ale nie przyszło mu do głowy, żeby nas przeprosić za te wszystkie wybryki. Po miesiącu pobytu przyzwyczaił się; kiedy przyjeżdżamy, jest pogodny i uśmiechnięty, nie narzeka i nie szaleje. Kierowniczka mówi, że jest jednym z najbardziej zdyscyplinowanych pensjonariuszy.

Decyzja o umieszczeniu rodzica w domu opieki nie musi być więc oceniana jako pozbycie się problemu. Może być to decyzja heroiczna, bo przecież człowiek musi wybierać między szczęściem i spokojem własnej, nowej rodziny a dobrem najbliższej osoby. Najgorsze, co można zrobić w wypadku gdy starzejący się rodzic staje się nieznośny dla otoczenia, to udawać, że nic się nie dzieje, zaciskać zęby i poświęcać się dla “dobra rodziny”. Raczej nie ma szans na to, by życie pod jednym dachem ze staruszkiem dotkniętym chorobą Alzheimera czy demencją pozostało bez wpływu na rozwój dzieci mieszkających w tym samym domu lub na relacje pomiędzy domownikami. Oczywiście jeśli ktoś ma warunki do tego, żeby zapewnić rodzicom profesjonalną i dobrą opiekę pod własnym dachem, nie ma potrzeby, by korzystał z dobrodziejstwa jakim jest dom opieki, ale ilu ludzi w Polsce ma taką możliwość? Czy mieszkanie w jakimś blokowisku, z którego stary i zniedołężniały człowiek nie może się nawet ruszyć, bo boi się windy, a schody są za wysokie, może być uznane za godną starość? Wielu powie, że tak, bo “z rodziną”, ale czy rzeczywiście to jest dla starszych ludzi najważniejsze?

Rafał Majchrzak
o2.pl

Strony: 1 2 3