Wódkę dziabną i pety rzucają

Marian Broszkiewicz ma 73 lata, III grupę inwalidzką i jasny pogląd o tych z dołu: - To są żule, “flachy”.

Pan Marian mieszka na I piętrze, tuż nad domem pomocy. To on rozpętał protest przeciwko imprezowiczom z parteru: - Nie da się wytrzymać. Ja mam grupę inwalidzką, sąsiad z piętra wyżej też. Żonę ma sparaliżowaną, co rusz do niej pogotowie przyjeżdża. Do tego cztery rodziny emerytów. Czy my nie mamy prawa żyć spokojnie?

- Ale co oni robią? - dopytujemy.

- Imprezują! W domu pomocy może nie piją, ale wyskoczą do sklepu, tu obok. Dwusetkę wódki dziabną i wracają z powrotem na imprezę.

Pan Zbigniew, sąsiad z III piętra, dorzuca: - Remontują! Na czwartym piętrze nie mogą ludzie uśpić dzieci, bo wiertarki ciągle hałasują. I palą! Dym idzie w górę jak palą na balkonie, a tam malutkie dzieci. Pety rzucają. Jak tak można?

Sąsiadka z IV piętra: - Hałasują, gadają, dziecka nie mogę uśpić! A te ich wózki elektryczne blokują wejście do klatki, z wózkiem dziecięcym się przebijam.

Pan Marian: - Ich trzeba gdzieś przenieść! Najlepiej gdzieś za miasto. To nie jest normalne, by w mieszkaniu przebywało ze sobą dzień w dzień czterdzieści osób.

Zastrzega: - Nikt nie może mi zarzucić, że jestem nieczuły. Wiele lat pracowałem na warsztacie w spółdzielni inwalidów. Ja tylko chcę mieć we własnym domu trochę spokoju.

Strony: 1 2 3 4 5